skip to Main Content
Bazary Azji Centralnej. Spacer Przez Historię Jedwabnego Szlaku

Bazary Azji Centralnej. Spacer przez historię Jedwabnego Szlaku

Bazary Azji Centralnej. Najpierw jest tłok, hałas i zamęt. Nie wiadomo w którą stronę iść. Ludzie krzyczą, wymachują rękami, nawołują, przepychają się. Wszędzie towary, worki i toboły. Ze wszystkich stron atakują zapachy i smaki, te aromatyczne i te, które powodują mdłości. Z haków zwisają ćwiartki krów i baranów, obok piętrzą się kilogramy cebuli i arbuzów. W oczy szczypie dym z ustawionego prowizorycznie grilla, na którym opiekają się szaszłyki. Jest ósma rano, znajdujemy się na jednym z wielu azjatyckich bazarów. I jak zawsze powtarza się ten sam schemat: najpierw obezwładnia nas chaos, potem nadchodzi ciekawość, a w końcu zachwyt. 


Od dawna chodził za mną tekst na temat azjatyckich bazarów, ale nie tych tajskich czy indonezyjskich, lecz tych, które znajdują się na trasie dawnego Jedwabnego Szlaku. Bazarów irańskich, tureckich czy uzbeckich.  Bo to właśnie te bazary są dla mnie mikrokosmosem zamkniętym wśród straganów i krzyczących przekupek, ułamkiem świata, żeby nie powiedzieć mianownikiem, w którym można dostrzec cień Jedwabnego Szlaku*. 


Bazary Azji Centralnej

Umówmy się, że dla uproszczenia będę mówiła o nich jako o bazarach Azji Centralnej. Wspomniałam, że są one mianownikiem. Owszem. To one bowiem były motorem napędzającym wymianę handlową między Azją a Europą. Ich historia jest tak stara jak historia samego handlu. Wymiana. To wymiana jest esencją Jedwabnego Szlaku. Od chińskiego Xi’an po Bizancjum, od wschodu na zachód, przez pustynie, stepy i góry. Wymiana towarów: jedwab za złoto, srebro i niewolników. Jedwab za informację, idee, pomysły. Mity, legendy, opowieści szeptane do ucha po zakończeniu wymiany i maszerujące dalej. Wierzenia, muzyka, wynalazki, plotki i… choroby. 

Handel to nie tylko wymiana, ale i zmiana

Handel od zawsze niósł ze sobą zmianę. Nie inaczej było na Jedwabnym Szlaku, a miejscem gdzie nowinki pojawiały się jako pierwsze były właśnie bazary. To tutaj decydowano co jest modne, co jest dobre a co złe. I choć wydaje się, że historia widziała już wszystko, bazary o dziwo pozostają niezmienne. Ten sam pozorny chaos, w którym jednak dość łatwo odnaleźć można ustalony od setek lat porządek. Bo bazar był stykiem kultur. Spotkaniem handlarzy i kupców. Nie inaczej jest teraz. Obok tradycyjnej wymiany handlowej równie ważna jest wymiana informacji. Niekoniecznie podczas transakcji, ale przy czajce herbaty wypitej w karawanseraju. Śmiało można powiedzieć, że bazar nadal pełni funkcję nieoficjalnej instytucji. Nieoficjalnej, lecz nie mniej ważnej od banku czy urzędu. Tutaj ustalane są ceny i standardy jakości, negocjowane stawki, zawierane transakcje. 

Jedwab, najcenniejsza waluta

Kiedyś najcenniejszą walutą był jedwab. Synonim luksusu i bogactwa. Jedyny w swoim rodzaju, potrafił doprowadzić do szaleństwa. Delikatny, prawie przezroczysty, a jednocześnie wytrzymały. Lekki jak mgiełka, ale dający ciepło. Lśniący i mieniący się najpiękniejszymi kolorami. Pilnie strzeżona przez Chińczyków tajemnica. Wieki temu być może największa na najważniejszym z handlowych szlaków łączących Europę z Azją. 

Rzymianie szczodrze płacili za jedwab – kilogram złota za kilogram jedwabiu. Nie było chyba bardziej pożądanego produktu w starożytnym Rzymie. Produktu, który wzbudzałby jednocześnie zachwyt i strach. Cesarz Tyberiusz zabronił mężczyznom ubierać się w jedwabne szaty. Dekadencja, której ważnym elementem był jedwab, mogła prowadzić do zguby. Wystarczyło, że kobiety wiodą mężczyzn na pokuszenie…  Pliniusz Starszy martwił się, że jedwab jest zanadto zmysłowy, a otulone nim kobiety doprowadzą mężczyzn do szaleństwa. Chińczycy doskonale rozgrywali swoje jedwabne szachy. Nikt nie wiedział czym jest jedwab. W starożytnym Rzymie twierdzono, że jedwab to tajemniczy meszek porastający liście drzew w Królestwie Jedwabiu gdzieś w Państwie Środka. A to napędzało tylko koniunkturę. Zakazany owoc i tajemnica, czy może być lepszy produkt handlowy?

Jak powstaje jedwab (nadal w tradycyjny sposób), możesz zobaczyć tutaj – klik.

Zanim jednak jedwab ustanowił najważniejszy handlowy szlak, inne produkty były przewożone niebezpiecznymi azjatyckimi traktami. Pięć tysięcy lat temu (!) Sumerowie z Mezopotamii wypuszczali się aż do Badachszanu po lazuryt (lapis lazuli) – bagatela 2400 km po piękny, niebieski kamień!

Dzisiaj tak jak kiedyś, środkowoazjatyckimi bazary rządzą Chińczycy. Zalewają Azję swoimi produktami, zaniżając ceny i niwecząc pozostałości lokalnych produktów. Są jednak wyjątki. Jedwab z Kotliny Fergańskiej jest nadal w cenie. Na gigantycznym bazarze Kumtepa można kupić go za przysłowiowe grosze. Trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać.

Niezwykłe, ręcznie wyplatane dywany z prawdziwej jedwabnej nici

Bazary Azji Centralnej: Kumtepa, Kotlina Fergańska, Uzbekistan

Kumtepa to miasto w mieście. Świetnie funkcjonujący organizm, budzący się do życia dwa razy w tygodniu. W pozornym chaosie jest racjonalna logika. Nie ma miejsca na przypadek. Każdy sektor odpowiada konkretnym produktom. Jedwab, biżuteria, dywany i ubrania są w zadaszonej części. Bardziej niż stragany, mamy tutaj do czynienia ze sklepami. Towar musi być przecież odpowiednio wyeksponowany. Choć ceny uległy zmianie, a jedwab przestał być tajemniczym produktem wiodącym na pokuszenie, nadal jest towarem luksusowym, podobnie jak pociągnięte złotem błyskotki czy ręcznie tkane dywany, obowiązkowy element każdego środkowoazjatyckiego domu.

Niedaleko towarów luksusowych rozkładają się mechanicy. Łatwo naprawić rower czy motocykl, kupić części zapasowe, a nawet naprawić pralkę. Lewarki, podnośniki, wiertarki, łopaty a nawet szlifierki. Nikt nie potrzebuje Castoramy! Na Kumtepie nie tylko kupisz wszystko, a nawet więcej, ale i znajdziesz poradę albo fachowca, która naprawi co zepsute. 

O mojej ulubionej części, czyli spożywczej pisałam tutaj (klik), więc nie będę się powtarzać. I choć nadal uważam, że Kumtepa to najbardziej fascynujący bazar, jaki przyszło mi zobaczyć, ten najpiękniejszy odwiedziłam w Tabrizie. 

Bazary Azji Centralnej: Tabriz, Iran

Bazar w Tabrizie jest największym zadaszonym targowiskiem na świecie (choć często słyszy się głosy, że to Wielki Bazar w Stambule jest największy). Jest również jednym z najstarszych. Trudno podać dokładną datę powstania bazaru, ale wiadomo, że stał się jednym z najważniejszych ośrodków handlu już w XII wieku. W XIII wieku perska dynastia Safawidów wybrała Tabriz na swoją stolicę, co tylko potwierdziło ogromną wagę bazaru jako centrum życia gospodarczego, społecznego i kulturowego miasta. 

O bazarze w Tabrizie pisał Ibn Batuta:  

I traversed the bazaar of the jewellers, and my eyes were dazzled by the varieties of precious stones which I beheld. Handsome slaves, superbly dressed, and girdled with silk, offered their gems for sale to the Tartar ladies, who bought great numbers.

W wolnym tłumaczeniu: Odwiedziłem bazar jubilerów i olśniła mnie różnorodność kamieni szlachetnych, które tam ujrzałem. Przystojni niewolnicy, doskonale ubrani i przepasani jedwabnymi szatami, oferowali swoje klejnoty tatarskim kobietom, które kupowały je w ogromnych ilościach.

i Marco Polo:

The men of Tauris get their living by trade and handi crafts, for they weave many kinds of beautiful and valuable stuffs of silk and gold. The city has such a good position that merchandize is brought thither from India, Baudas, Cremesor and many other regions; and that attracts many Latin merchants, especially Genoese, to buy goods and transact other business there; the more as it is also a great market for precious stones. It is a city in fact where merchants make large profits.

W wolnym tłumaczeniu: Mieszkańcy Tauris (Tabriz, przyp. Kasia) zajmują się handlem i rzemiosłem jako że wytwarzają piękne produkty z jedwabiu i złota. Miasto jest doskonale usytuowane na przecięciu szlaków handlowych, dzięki czemu trafiają tutaj produkty z Indii, Baudas, Cremesor i wielu innych regionów; to z kolei przyciąga łacińskich kupców, szczególnie Genueńczyków, którzy chętnie kupują tutaj produkty i dokonują wielu innych transakcji; jest to wspaniały bazar kamieni szlachetnych. W rzeczy samej, kupcy osiągają tutaj ogromne zyski.

Prawdziwy rozkwit bazaru w Tabrizie przypada na XV i XVI wiek i właśnie z tego okresu pochodzi większość budynków składających się na dzisiejsze targowisko. Poza funkcją czysto handlową, bazar służył za ośrodek kulturowy i religijny, co w 2010 roku doceniło UNESCO włączając go na listę światowego dziedzictwa. Podkreślono wówczas niezwykłą samowystarczalność bazaru: „Historyczny Bazar w Tabriz jest jednym z najbardziej uniwersalnych społeczno-kulturowych i handlowych kompleksów na świecie. Świadectwo cywilizacji, która wciąż trwa, niezwykły obiekt gospodarczy, architektoniczny, społeczny, religijny i polityczny.”

Coś w tym jest. Rzeczywiście przestępując próg bazaru w Tabriz ma się wrażenie podróży w czasie. Zmieniło się tylko kilka szczegółów. Sprzedawcy używają telefonów komórkowych, handlowe aleje oświetlone są różnokolorowymi żarówkami, a wiele produktów to tania chińszczyzna. Pomijając jednak te drobnostki, bazar w Tabriz nadal stanowi najważniejszy punkt handlowy miasta. To tutaj znajdziesz wszystko czego dusza zapragnie. Nie w centrum handlowym czy supermarkecie, których coraz więcej w Iranie, ale właśnie na tabriskim bazarze. 

To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy to zachowanie starego układu architektonicznego i handlowego. Aleja z kamieniami szlachetnymi, złotem i innymi wyrobami jubilerskimi znajduje się w tym samym miejscu co 400 lat temu. A obok nowości prosto z Chin, znaleźć można nadal najdelikatniejsze i najpiękniejsze ręcznie wyrabiane produkty. Plecione dywany, szlachetne kamienie oprawione w złoto, tkane szale i skórzane buty szyte na wymiar. 

I tak, jeśli chcesz poczuć klimat Jedwabnego Szlaku, koniecznie skieruj swoje kroki do następujących części bazaru w Tabrizie (kolejność NIEprzypadkowa):

  • Mozzafarieh (ręcznie tkane dywany, można podejrzeć wyplatających mężczyzn)
  • Bashmakhchi Bazaar (ręcznie szyte buty)
  • Kolahdozan Bazaar (tradycyjne azeryjskie wełniane nakrycia głowy)
  • Amir Bazaar (złoto i biżuteria)

Oczywiście jak zawsze polecam również część spożywczą. Prawdziwe sery, aromatyczne przyprawy, gorący chleb i tony owoców. Czego chcieć więcej? Może filiżanki herbaty. Najlepiej w jednym z karawanserajów przekształconych w herbaciarnie. 

Bazary Azji Centralnej: Wielki Bazar, Stambuł, Iran

Nie sposób pominąć Wielki Bazar w Stambule, dla wielu najstarszy i największy z azjatyckich bazarów. Nijak ma się do tego fakt, że znajduje się po europejskiej stronie miasta 😉 Trudno mi jednak pisać peany na temat tego bazaru. Owszem, jest ogromny. Owszem, jest turystyczny i zatłoczony. Nie uwiódł mnie autentycznością, którą byłam tak zachwycona w fergańskim Margilan. Nie rozkochał historią, która napierała na mnie ze wszystkich stron w Tabrizie. Ale myślę sobie, że Wielki Bazar ma w sobie coś, szczególnie jeśli opuści się rewiry ze świecidełkami dla turystów. Gdzieś na końcu ślepej alejki można dostrzec sprzedawcę oferującego coś innego niż tania chińszczyzna. Ale rzeczywiście trzeba się nieźle naszukać, a przeciskanie się między turystami nie należy do moich ulubionych czynności.

Zamiast robić zakupy, lepiej podziwiać architekturę, bo tego, całe szczęście, nie zniszczyła masowa turystyka. Wielki Bazar jest piękny. Kamienne kolumny, majestatyczne łuki i setki stoisk wykutych w kamieniu. Jeśli zamkniemy oczy i odseparujemy się od pstrykających jedno zdjęcie za drugim turystów, możemy sobie wyobrazić jakim niesamowitym miejscem był Wielki Bazar dwieście lat temu. 

Jeśli jednak twoja wyobraźnia nie da rady (moja miała duże problemy), pojedź na wschód – do Gaziantep, gdzie rzemieślnicy nadal szyją buty, wykuwają talerze, kawiarki i misy, a potem sprzedają swoje małe dzieła sztuki za całkiem rozsądne pieniądze. Więcej o bazarze w Gaziantep pisałam tutaj (klik). 

Na koniec zostawiam cię z kilkoma zdjęciami z dwóch turystycznych bazarów w Stambule: Bazaru Przypraw i Wielkiego Bazaru i, dla kontrastu kilka fotek z Gaziantep. Decyzja należy do Ciebie 😉

Stambuł:

Gaziantep:

*to sformułowanie zapożyczyłam od Colina Thubrona i jego rewelacyjnej książki „Cień Jedwabnego Szlaku”.


Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!


Zainspiruj się //// Inspírate
The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »
Back To Top