skip to Main Content
Tu I Teraz (13) Islandia I Kwarantanna. Pierwszy Tydzień Za Nami

Tu i teraz (13) Islandia i kwarantanna. Pierwszy tydzień za nami

Dzisiaj rano obudziło mnie ruszające się łóżko. I nie było to trzęsienie ziemi, lecz wiatr, który targał naszym drewnianym domkiem. Przygotowaliśmy się na to uderzenie od wczoraj, bo sprawdzanie pogody na Islandii to coś, co robimy z pełną regularnością. Wczoraj wieczorem napaliliśmy w piecu, żeby nagrzać cały dom, a potem w nocy włączyliśmy elektryczny grzejnik w salonie i łazience.

Teraz widzimy jaką różnicę robi słońce. Choć temperatura jest mniej więcej taka sama, kiedy ogrzewało nas słonce, w środku było cieplutko i przyjemnie przez cały dzień. Wczoraj nie było słońca, ale nie było też wiatru i nie marzliśmy. Za to dzisiaj wiatr wali w nas jak szalony i jest zimno jak cholera. Siedzę w dwóch parach skarpet i rozważam odpalenie kolejnego grzejnika odpaliłam kolejny grzejnik. Najchętniej poprosiłabym Victora, żeby napalił nam w piecu, ale oszczędzamy islandzki produkt deficytowy, czyli drewno. 


O tym jak znaleźliśmy się w Islandii przeczytasz tutaj – klik.


Więc naszym drewnianym domkiem targa. Biedny rusza się w posadach i skrzypi. Wiatr przeciska się przez każdą szparę w oknie. Niewzruszone są tylko owce. Pojawiają się tu i ówdzie. Jedyny znak, że poza nami w dolinie są żywe istoty. Co i raz usłyszę „beeeee” i dojrzę gdzieś w trawie grubiutką kulkę z rogami. Wczoraj odwiedziło nas nawet mało stadko. Dwie mamy z dwoma maluchami każda. 

Te dwa akapity napisałam w poniedziałek, czyli dwa dni temu. Dzisiaj jednak pogoda uległa diametralnej zmianie. Po ołowianych chmurach nie ma śladu. Niebo jest turkusowe, a wiatr to łagodny zefirek, który przynosi ulgę przed promieniami słońca. Kto by pomyślał, że po tygodniu w Islandii doczekamy dnia kiedy będziemy mogli wyjść na zewnątrz w krótkim rękawku! A jednak. W tej chwili mamy otwarte okna w całym domu, a nawet drzwi wejściowe i choć na stopach mam skarpetki (bo moje stopy często marzną), to jestem TYLKO w cienkich spodniach i t-shircie. 

Jedno jest pewne. Dopóki nie przyjdzie jesienna plucha, a dni nie zrobią się krótkie, zmienna pogoda będzie nam towarzyszyła na codzień. Potem będzie już tylko zimno, deszczowo i wietrznie. Zresztą każdy dzień zaczynamy i kończymy od zerknięcia na szczegółową prognozę pogody. Interesuje nas nie tyle temperatura czy deszcz ile wiatr. To wiatr bowiem dyktuje co możemy zrobić. Kiedy wieje 10 m/s nieszczególnie ma się ochotę na spacer. Ale już przy 5 m/s można się przejść, wystarczy tylko założyć softshell. 

Islandia i kwarantanna

Dzisiaj mija pierwszy tydzień naszej kwarantanny. Nikt nie przyjechał nas skontrolować. Wydaje mi się, że tutejsze władze ufają ludzkiemu rozsądkowi więc staramy się nie zawieźć ich zaufania. Nadal również uważamy, że trafiliśmy w najlepsze miejsce pod słońcem biorąc pod uwagę okoliczności. Nasz drewniany domek jest wygodny, internet działa i w sumie niczego nam nie brakuje. A smaku dodaje przestrzeń, którą nie możemy się nacieszyć i cisza przerywana jedynie świstem wiatru i szumem wody z pobliskiego wodospadu. 

Owce są nadal jedynymi żywimy istotami, które nas odwiedzają. Niestety nadal jest to tylko para baranów i rodzina dwie mamy + małe. Całe szczęście, jeśli chcemy zobaczyć więcej owiec, wystarczy wskoczyć w samochód i podjechać kilka kilometrów po niezłej szutrowej drodze. W głębi doliny znajdują się dwa gospodarstwa, obydwa pełne owiec wylegujących się na zielonej trawie. Są tam też islandzkie konie i… chyba ludzie też muszą być, bo z komina wydobywa się dym, a przed domem stoją samochody i traktory. 

Nasza dolina jest malownicza, ale to chyba żadne nowum na Islandii. Zakładam (być może błędnie), że każdy zakątek Islandii jest urokliwy i choć to niewielka wyspa, jej różnorodność widać nawet tutaj.


Jeśli chcesz być na bieżąco, koniecznie zajrzyj na nasz profil na instagramie (klik) lub na fejsbuku (klik) – regularnie publikujemy w relacjach zdjęcia i filmy.


Dzisiaj na przykład przy tak cudownej pogodzie postanowiliśmy pojechać się wykąpać w gorących źródłach. Mamy taki naturalny mini basenik z wrzącą wodą kilka kilometrów od domu.

To zdjęcia z naszej niedzielnej kąpieli

Niestety kiedy podjechaliśmy okazało się, że ktoś inny go okupuje. Ze względu na kwarantannę i prywatność, zawinęliśmy z powrotem. Jednak zamiast przejeżdżać przez rzekę i wracać do domu pojechaliśmy dalej i boczną mocno kamienistą drogą przebiliśmy siędo równoległej doliny. Najpierw mijaliśmy jeziora i niesamowity wodospad w oddali a potem wjechaliśmy w ogromną łąkę. W dole płynęła rzeka, a my jechaliśmy otoczeni kwiatami i drzewami. Od razu widać, że dolina jest znacznie węższa od naszej i osłonięta od wiatru. Słońce praży tu mocniej, a roślinność eksploduje! 

W niedzielę wdrapaliśmy się na górkę, która góruje nad naszym domem. Spodziewaliśmy, że szybko uda nam się przebić do kolejnej doliny, ale okazało się, że zamiast górki znaleźliśmy się na pokaźnym płaskowyżu pokrytym kamieniami i słynnym islandzkim mchem.

Swoją drogą ten mech jest niesamowity. Niezwykle elastyczny i miękki. Gdyby ktoś zobaczył nas z góry pewnie nieźle by się uśmiał, bo skakaliśmy z kamienia na kamień, żeby nie stanąć na mchu. Dlaczego? Bo jego regeneracja trwa bardzo długo. Generalnie mamy ogromny szacunek do przyrody, ale tutaj czujemy, że nasz podziw rośnie! Znalezienie kwiatów, krzewów czy drzew w tak niesprzyjających warunkach powoduje, że jeszcze bardziej uważamy gdzie stawiamy stopy, a każdą roślinkę dokładnie fotografujemy.

Wszędzie dookoła nas płynie woda. Na płaskowyżu, obok domu i wzdłuż drogi. Wspomniałam, że aby dostać się do domu musimy przejechać rzekę. Owszem. Z kolei dzisiaj podczas przejażdżki przejeżdżaliśmy mniejsze i większe potoki kilkakrotnie. Cieszę się, że zahartowały nas gruzińskie rzeki, bo inaczej mogłoby być kiepsko. 

I tak nam mija dzień za dniem. Trochę jakbyśmy byli na wakacjach – w rajskim otoczeniu i z dala od wszystkiego. Cieszymy się więc i korzystamy z każdej chwili, bo za tydzień zaczynamy pracować. Trwaj chwilo!


Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!


Zainspiruj się //// Inspírate
The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »
Back To Top