skip to Main Content
Filipiny – The Good And The Bad, Czyli Bilans Zysków I Strat

Filipiny – the good and the bad, czyli bilans zysków i strat

print

Przyjazd do dużego miasta w środku nocy jest rzadko miłym doświadczeniem. Kiedy docieramy do Manili jest 3:30 rano, co oznacza, że mamy ponad 10 godzin oczekiwania na nasze mini mieszkanie wynajęte na air bnb. Pierwsze co widzimy, słyszymy i czujemy to taksówkowi naganiacze. Rzucają się na nas jak sępy, kiedy wysiadamy z autobusu. Zaspani i ledwo kontaktujący, reagujemy automatycznie, broniąc plecaków łokciami. „Taksssiiii siiiirrrrr!!! Taksiiii maaaaammmmm!!!” – krzyczą prosto do ucha i szarpią. Na niewiele zdaje się moje grzeczne „No, thank you!” – taksówkarze są agresywni i nieprzyjemni. Ostatecznie tylko się z nas śmieją, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić na Filipinach, choć nie do końca rozumiemy znaczenie tej jednak mało przyjemnej reakcji. Za każdym razem kiedy się o coś pytamy albo kiedy odmawiamy naganiaczowi, spotykamy się ze śmiechem, który najbardziej przypomina regularne nabijanie się z nic nie rozumiejącego turysty. Przyznam, że spływa to po mnie jak woda po kaczce. Nie wiem czy dobrze interpretuje te śmiechy, ale wszystko mi jedno. Doszłam już do takiego stanu zniechęcenia na Filipinach, że nie rusza mnie nic. Ani śmierdzące ulice, ani pochmurni ludzie ani lejący się z nieba upał. Odliczam dni i zastanawiam się nad bilansem zysków i strat. Bo choć do głowy przychodzą mi same negatywy, to przecież musi być też coś dobrego, prawda???

Z natury jestem raczej optymistką i osobą pogodną. Dużo się uśmiecham, jestem gadatliwa i otwarta. Staram się widzieć jasne strony życia. Dlatego zacznę od tego, co pozytywne. Wierz mi, zrobiliśmy niezłą burzę mózgów z Victorem, żeby przygotować tą listę:

Autobusy 

Zarówno na Palawanie jak i na Luzonie najtańszym i najsensowniejszym środkiem transportu okazały się autobusy. Są wygodne, tanie i nikt nie próbuje cię oszukać – ceny są oficjalne. Na przykład wygodny autobus z Laoag do Manili (Florida Bus) kosztował nas 700 peso. Autobus z Puerto Princesa do Port Barton – 250 peso.

Czystość

W porównaniu do innych krajów Azji południowo-wschodniej Filipiny wypadają naprawdę nieźle pod względem czystości. Mam tu na myśli ogólny stan ulic. Co chwilę ktoś zamiata, a ciężarówki zbierają worki ze śmieciami. Oczywiście Manila to inna para kaloszy, ale nie oszukujmy się, która azjatycka metropolia (za wyjątkiem Singapuru) jest naprawdę czysta?

Komunikacja

Obecność Amerykanów na Filipinach zrobiła swoje. Język angielski jest prawie lingua franca. Większość znaków, tablic informacyjnych i plakatów jest po angielsku. Filipińczycy dobrze mówią po angielsku i nie ma żadnego problemu z dogadaniem się (no może z kilkoma wyjątkami, ale kto by się tym przejmował ;D)

Fast foody

Nigdy nie myślałam, że umieszczę fast foody na jakiejkolwiek liście pozytywów, a tu proszę! McDonalds, KFC, etc. były dla nas zawsze ostatnią deską ratunku na lotniskach, gdzie jedzenie jest kiepskie i drogie. W globalnych sieciówkach wiesz przynajmniej za co płacisz. Na Filipinach weszliśmy na wyższy poziom komitywy – fast foody stały się prawie naszymi przyjaciółmi. Szczególnie McDonalds, który jest dosłownie na każdym rogu i najczęściej otwarty 24 godziny na dobę. A hamburger jest tutaj dokładnie taki sam jak w Polsce.

Plaże

Podobało nam się w Port Barton na Palawanie, podobała nam się też plaża Duli Beach. Ciepła i przejrzysta woda, jasny piasek. Jeśli uwielbiasz plażowanie, na Filipinach na pewno znajdziesz coś dla siebie. Jednak poszukałabym dobrze i może zamiast Palawanu wybrała Visayas? Może nie są aż tak eksploatowane jak Palawan? Może standard hoteli będzie ciut lepszy a ceny nieco niższe?

Niech żyje rum!

Filipiński rum jest dla nas jak zbawienie. Tani jak barszcz i naprawdę pyszny. W dość przygnębiającej filipińskiej rzeczywistości jest jak promień słońca i uśmiech na twarzy!

Filipiny

Manila, widoki z air bnb, które wynajęliśmy, żeby się zregenerować

Filipiny

Zachody słońca w okolicach El Nido były nic sobie…

Filipiny

i wycieczka, którą zrobiliśmy sobie po dalszej okolicy. Dojechaliśmy m.in. na plażę, która jest na samej górze tekstu – najładniejszą, jaką widzieliśmy na Filipinach

No to teraz minusy (jeśli dotarłeś/dotarłaś aż tutaj i nie masz jeszcze dość naszej antyfilipińskiej litanii).

Ceny

Filipiny to zdecydowanie najdroższy kraj Azji pd.-wsch. biorąc po uwagę standard. Szczerze mówiąc nawet w Indiach spaliśmy w lepszych warunkach. W niektórych miejscach (np. w Vigan) nie było opcji noclegu tańszego niż 20 euro za pokój. Więcej pisałam o tym tutaj i tutaj.

Jedzenie

Na Filipinach królują dwie rzeczy – mięso i fast foody (czyli produkty mięso-podobne). Jeśli podróżujesz z ograniczonym budżetem, nie pozostaje ci nic innego jak korzystać z trzech opcji: wspomnianych fast foodów, ulicznych stoisk i karinderias. Fast foody raczej nie serwują delicji, ale przynajmniej jedzenie jest tam zjadliwe. Wyjątkiem jest filipińska sieciówka Jolibee, gdzie ilość majonezu pakowana do każdej kanapki powoduje u mnie odruch wymiotny. Uliczne stoiska z grillowanym mięsem i smażonkami (w głębokim tłuszczu) odpadają, bo nie jestem aż tak wielką fanką mięsa. Spróbowałam raz słynnej empanady z Vigan (pieroga z mięsnym nadzieniem smażonego w oleju) i powiedziałam sobie, że nigdy więcej. Trzecia opcja to karinderia, czyli odpowiednik indonezyjskiego warunga. Łatwo poznać karinderia – w widocznym miejscu zawsze ustawione są garnki. Potrawy gotowane są rano i do wieczora stoją na widoku. Zaglądasz do garnka i prosisz o to, co ci się podoba. Plus – zawsze jest jakaś opcja bezmięsna – niekonicznie wegetariańska, ale przynajmniej bez mięsa. Minus – jedzenie jest zimne i raczej bałabym się tknąć cokolwiek popołudniu. Upał robi jednak swoje…

Ludzie

Kiedy czytałam blogi o Filipinach, wszyscy zachwycali się Filipińczykami. Nie wiem czy mamy jakiegoś wyjątkowego pecha czy co… ale cholera, na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, z którymi nawiązaliśmy jakikolwiek kontakt. Próbowałam wszystkiego – nieśmiałych uśmiechów, pozdrawiania, zagajania w stylu australijskim – nic. W końcu przestałam się szczerzyć a zaczęłam odwzajemniać bezosobowe spojrzenia. I to pewnie jest najważniejszy powód, dla którego Filipiny bardzo mocno mnie rozczarowały.

Zwierzęta

Zapchlone, głodne, spragnione – takie są psy na Filipinach. Niby żadna nowość. Psy cierpią na całym świecie, ale te na Filipinach sprawiały na nas wyjątkowo przygnębiające wrażenie. Wyjątkiem była Sagada, gdzie choć psów było dużo, wyglądało na to, że przynajmniej większość z nich jest karmiona. W dużo gorszym stanie były konie w Vigan. Zaprzęgnięte w dorożki, obwożą turystów po mieście. Przejażdżka kalesą to jedna z atrakcji w Vigan. Maleńkie koniki dźwigają czasami nawet 6 osób plus woźnica. Są stare, wychudzone i przemęczone. Serce się kraje.

Obiektywnie mało do zobaczenia

Od początku mieliśmy wrażenie, że filipińskie atrakcje i „must see” są trochę na wyrost. Dobrym przykładem może być Laoag na Luzonie. Kilka wydm, maleńkie muzeum i minimalistyczny pomnik ku czci tytoniu. Poza tym syfiaste, głośne i zatłoczone miasto. Naprawdę szkoda czasu. Albo samo Vigan z kolonialną starówką, która choć wciągnięta na listę kulturowego dziedzictwa UNESCO, za wyjątkiem kilku odrestaurowanych budynków przekształconych w luksusowe hotele, jest w opłakanym stanie. Czy warto się tłuc tutaj z drugiego końca świata?

Filipiny

Główne miejsce spotkań młodzieży w Vigan

Filipiny

Plaża w El Nido jest naprawdę brzydka

Filipiny

Podobnie jak dworzec autobusowy w Puerto Princesa

Filipiny

i samo miasto też ma niewiele do zaoferowania.

Konie w Vigan. Ten po prawej to jedyny, który wyglądał jako tako. Pozostałe wyglądają jak ten po lewej…

Filipiny

A tutaj słynny pomnik w Laoag

Podsumowując. Nie powiem, że nie chcę cię zniechęcić do Filipin. Pewnie, że chcę. Nie jestem hipokrytką. Nie podobają mi się Filipiny. Pewnie, możesz mi powiedzieć, że nie zobaczyłam wszystkiego. I całe szczęście! Aż sama się boję kiedy piszę te słowa. Zawsze miałam głód i przekorę – kiedy coś szło na opak, starałam się podejść od drugiej strony, znaleźć coś pozytywnego i dobrego. Na Filipinach nie mam na to zupełnie ochoty. Totalnie nie rozumiem zachwytu tym krajem kiedy na świecie jest tyle fascynujących miejsc. Szukasz kolonialnej architektury? Poleć do Peru! Chcesz nurkować i snorkellingować? Indonezja! Szukasz uśmiechniętych i życzliwych ludzi? Pojedź do Birmy! Piękne plaże znajdziesz w południowych Indiach i na wybrzeżu Kenii, a doskonałe jedzenie w Malezji i Chinach! Jeśli jednak marzy ci się kraj wyspiarski, postaw na Indonezję, a dobry i tani rum spróbuj w Birmie. Gwarantuję, że będzie lepiej niż na Filipinach!


Spodobał Ci się ten post? Puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij. Możesz nas również śledzić na instagramie

A może chcesz się zapisać do naszego newslettera? Co miesiąc w Twojej skrzynce nowości, rady i aktualności blogowe. 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top