skip to Main Content
Nusa Penida, Spokojna Siostra Bali

Nusa Penida, spokojna siostra Bali

print

Ludzie spoglądają na nas dziwnie kiedy wjeżdżamy do portu w Padang Bai pytając o prom na Nusa Penida. Po chwili jednak na twarzach pojawiają się uśmiechy, a ręce wskazują w którym kierunku jechać. Chyba jednak ciągle niewielu turystów wybiera wolniejszą, ale tańszą opcję przedostania się na wyspę publicznym promem. Sprawnie kupujemy najpierw bilet na skuter, a potem dla nas. Prom podobo odpływa niedługo i kosztuje śmieszne pieniądze w porównaniu do motorówek, które odpływają z Sanur. Razem ze sznurem samochodów wjeżdżamy na pokład, znajdujemy wolne krzesła i czekamy. Po chwili ruszamy. Wiatr rozwiewa włosy, morze ma turkusowy kolor, a Nusa Penida majaczy na horyzoncie. Jest dobrze.

Nusa PenidaDlaczego Nusa Penida?

Dużo nasłuchaliśmy się o Penidzie, cichej i zrelaksowanej mniejszej siostrze Bali. Podobno mają nas tam czekać oszałamiające widoki, ale i drogi w fatalnym stanie. Tak podobno zresztą mogłoby wyglądać Bali gdyby nie miliony turystów. Nie spodziewaj się zatem imprezowego klimatu. Nie szukaj też wypasionych i hipsterskich restauracji. Nastaw się raczej na chill out i bolącą pupę jeśli chcesz zobaczyć którąś z atrakcji Penidy. 

Rzeczywiście kiedy dopływamy, mamy wrażenie, że Nusa Penida jest uśpiona. Niby na przystani jest spory ruch, ale naganiacze są subtelni, a ludzie znowu życzliwie pozdrawiają. Na głównej szosie, która wije się wzdłuż południowego wybrzeża wyspy, ruch jest niewielki, a nawierzchnia dobra. Dość szybko znajdujemy nocleg. Zauważamy jednak, że choć hoteli nie brakuje (i większość z nich jest pusta), to jednak ceny są sporo wyższe niż na Bali, a standard – niższy. Wygląda na to, że wielu turystów przypływa na Penidę tylko na chwilę w ramach jednodniowej wycieczki z dużo popularniejszej Nusy Lembongan.

Nusa Penida – co warto zobaczyć

Na pierwszy ogień idzie południowe wybrzeże. Wskakujemy na skuter i jedziemy z naszego hotelu na wschód. Rozpadająca się lokalna zabudowa miesza się z resortami, które powstają jak grzyby po deszczu. Obok typowych małych sklepików powstają restauracje dla turystów, gdzie oprócz nieśmiertelnego nasi goreng (indonezyjski smażony ryż), można zjeść hamburgera i świeże owoce morza. Widoki w kierunku Bali są piękne z tej strony wyspy. Spośród chmur co chwilę spogląda na nas majestatyczny Agung. Pijemy piwo z widokiem (jedno z najdroższych w Indonezji, ale raz się żyje) i cieszymy się, że przypłynęliśmy na Nusa Penida.

Nusa Penida

Nusa PenidaNusa PenidaNusa PenidaNusa PenidaNastępnego dnia jedziemy w kierunku słynnej Atuh Beach. Droga nie jest tak straszna. W zasadzie tylko ostatni odcinek jest naprawdę w kiepskim stanie. Do Atuh można dojechać na dwa sposoby. My wybieramy drogę, która prowadzi również do Diamond Beach. Parkujemy motocykl, płacimy za parking i myto za dojście do plaży, ale zamiast do Atuh, schodzimy najpierw w kierunku przepięknej Diamond właśnie. Idziemy po dość stromych schodach, a potem ześlizgujemy się po zawieszonych linach. Widoki zapierają dech w piersiach. Plaża jest piękna – drobny biały piasek i strome klify. Niestety trudno myśleć o kąpieli. Fale są bardzo zdradliwe, a prąd wyjątkowo silny. Jeden moment nieuwagi i woda wciąga cię znienacka. Wyjść wcale nie jest łatwo. Czy warto? Zdecydowanie! Ludzi tu jak na lekarstwo i przez chwilę można poczuć się naprawdę wyjątkowo. Jeśli myślisz o kąpieli i relaksie, zejdź do plaży Atuh, gdzie czeka pełna infrastruktura – leżaki, bary, a nawet mały resort.

W drodze powrotnej co chwilę się zatrzymujemy. Robimy zdjęcia i podglądamy miejscowych. Miejsce, które robi na nas wstrząsające wrażenie to specjalna przystań dla chińskich grup turystów. Motorówki przypływają jedna za drugą, a sznur turystów jest tak długi, że pracownicy kompleksu wstrzymują ruch, żeby wszyscy przeszli na drugą stronę ulicy. Stoimy zatem i przyglądamy się. Jest basen, szafki z kłódkami, duża restauracja i… tabuny chińskich turystów. Krzyczą, gestykulują, robią zdjęcia nam i wszystkiemu co ich otacza. Zapomnieliśmy już jak podróżują Chińczycy.

Po chwili znajdujemy ustronne miejsce, żeby się wykąpać i podejrzeć pracę młodego chłopaka, który z harpunem w dłoni łowi ryby. Tłumaczy nam, że sprzeda je za dobrą cenę w restauracjach dla turystów. Biznes się kręci.

Nusa PenidaNusa PenidaNusa Penida niestety tak jak i Bali jest bardzo brudna. Brakuje jakiejkolwiek świadomości ekologicznej, nie ma też edukacji w tym kierunku. Góry śmieci widoczne są wszędzie. Mamy wrażenie, że jak tak dalej pójdzie, Penidę zaleją odpady.

Następnego dnia jedziemy w kierunku trzech kluczowych atrakcji Penidy: Angel’s Billabong, Broken Beach i Kelingking Beach. Na początku droga jest niezła. Po cichutku liczymy nawet, że może w ciągu ostatniego roku poprawiono stan nawierzchni. Niestety nasza nadzieja szybko umiera. Wjeżdżamy w odcinek tak dziurawy i stromy, że boimy się o nasz skuter. Tylna opona jest zupełnie łysa i z niepokojem nasłuchujemy kiedy złapiemy gumę. Po kilku minutach rezygnujemy. Zamiast do Broken Beach, jedziemy w kierunku Kelingking Beach. Mamy szczęście, dojeżdżamy przed wycieczkami. Możemy spokojnie zrobić zdjęcia. Po chwili do „instagramowego” miejsca ustawia się kolejka. Panie w zwiewnych sukienkach i kapeluszach czekają na swoją kolej, żeby cyknąć sobie fotkę w jednym z najbardziej emblematycznych miejsc na Nusa Penida.

Nusa PenidaNusa PenidaNusa PenidaA my przedzieramy się dalej i objeżdżamy północne klify. Widoki są nadal piękne, ale fatalne drogi i straszny upał skutecznie nas zniechęcają. Na koniec jedziemy do Crystal Bay, gdzie dojechać jest łatwo (asfaltowa droga do samego końca). Plaża jest niewielka, ale całkiem przyjemna i można stąd podziwiać naprawdę ładny zachód słońca.

Informacje praktyczne

Na Nusa Penida dopłynąć można promem z Padang Bai. Jest to opcja najtańsza, ale i najbardziej czasochłonna. Prom teoretycznie odpływa o 11, ale w praktyce rzadko przed 12. Z Nusa Penida rusza o 10 i jeśli wszystko dobrze pójdzie przed 12 powinien w Padang Bai. Powinien, ale nie zawsze jest. Wszystko zależy od ruchu w porcie. Nam przyszło czekać ponad dwie godziny, ponieważ wszystkie inne promy miały pierwszeństwo. Wypłynęliśmy o 10, dopłynęliśmy po 14. Inna opcja to speedboat – zarówno z Padang Bai, jak i Sanur, a także z Nusa Penida. Tutaj jednak mówimy o opcji dużo droższej. Jeśli dobrze negocjujesz, być może uda ci się kupić bilet za 200000 rupii. Prom kosztuje 31000 (plus 50000 za skuter).

Skuter można wynająć na miejscu – przy dobrych negocjacjach, możesz wywalczyć cenę 50000/dzień, ale najczęściej kosztuje w granicach 70000 – 80000 rupii.

Noclegi

Spaliśmy w Tropical Garden Inn. Za ostro wynegocjowane 200000 rupii (cena wyjściowa 250000) dostaliśmy czysty pokój z łazienką i klimatyzacją. Minus – okropnie śmierdząca łazienka i nieco klaustrofobiczna zabudowa całego „resortu”. Nie udało nam się znaleźć nic tańszego. Oprócz booking.com, warto rozejrzeć się również na airbnb. Wydaje nam się, że wiele miejsc noclegowych na Penidzie figuruje tylko na airbnb (jeśli nigdy nie korzystaliście z air bnb, klikając tutaj, otrzymacie zniżkę w wysokości 50 zł na pierwszy nocleg).

Spodobał Ci się ten post? Puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij. Możesz nas również śledzić na instagramie

A może chcesz się zapisać do naszego newslettera? Co miesiąc w Twojej skrzynce nowości, rady i aktualności blogowe. 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top