skip to Main Content

KIM JESTEŚMY?

Nieco zwariowaną i spontaniczną parą, która postanowiła rzucić wygodne, mieszczuchowe życie i zasmakować przygody.

Poznaliśmy się kilka ładnych lat temu na drugim końcu świata, a konkretnie w peruwiańskiej Arequipie. Podróżowaliśmy razem przez kilka miesięcy po Brazylii, Argentynie, Chile i oczywiście Peru, skąd przylecieliśmy do Polski. Tak wyglądała nasza przygoda numer 1: szwendanie się po Ameryce Południowej. Potem nastąpił okres stagnacji. Między 2009 a 2015 rokiem roku mieszkaliśmy Warszawie, gdzie pracowaliśmy i skąd jeszcze do niedawna wyjeżdżaliśmy na dalsze (Ekwador, Namibia, Botswana i RPA, Malezja) i bliższe (ukochana Barcelona) wyjazdy. Teraz prowadzimy życie włóczęgów i wagabundów, nadal jednak Warszawa pozostaje naszym domem.

 

NASZA PODRÓŻ – PO CO JEDZIEMY?

Pomysł naszej „wielkiej podróży” kołatał nam się po głowach od dawna, ale zmaterializował się kiedy Victor kupił dużą mapę ścienną świata. Był to prezent urodzinowy dla Kasi, który narobił niezłego bigosu. Postawił pod znakiem zapytania nasze wygodne i bardzo szczęśliwe życie stołecznych mieszczuchów.

mapas

Pojawiła się idea podróży – długiej i niespiesznej. Idea ta kiełkowała w naszych głowach, poddawana była wielokryterialnym analizom; powodowała bezsenność i ból głowy. W końcu zapadła decyzja – niełatwa, bo niełatwo zostawić rodzinę i przyjaciół, a także wygodne życie do którego bardzo się przyzwyczailiśmy. Wygrała jednak nasza dusza włóczykijów, powolnie smakujących świat. Wbrew temu, co może przychodzić Wam do głowy, nie uciekamy przed niczym. Jednak wiemy, że za drzwiami naszego wygodnego i szczęśliwego życia w mieście stoi otworem cały świat. Chcemy go poznać i poczuć.

KASIA SANCHEZ – WOŁOSZCZAK

Rocznik 1982. Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna.

Bardzo dobrze zorganizowana, prawdopodobnie dzięki maniakalnemu zamiłowaniu do łączenia wszystkiego w listy, zgodnie z maksymą „co na papierze to nie w głowie”. Pełna sprzeczności, tragicznie nieuporządkowana w domu, chorobliwie pilnuje porządku w plecaku, tudzież sakwie rowerowej. Do wszystkiego podchodzi bardzo ambicjonalnie i pewnie dlatego większość zadań, których się podejmuje, kończy się sukcesem.

W domu odpowiedzialna za kuchnię, rachunki i szeroko pojętą organizację czasowo-przestrzenną. W podróży maniakalnie pilnuje, aby wszystko było dobrze spakowane. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna. W drodze odpowiedzialna za funkcjonowanie niniejszej strony komputerowej i brak monotonii na talerzu (zadanie niełatwe).

VÍCTOR SÁNCHEZ FERNÁNDEZ

Przyszedł na świat 1 stycznia 1978 roku w Alicante. Nietypowy Hiszpan, który nie trawi korridy, piłki nożnej, flamenco i upałów. Od kilku lat skutecznie uczy Polaków języka hiszpańskiego, wcześniej pracownik dużej firmy kolportażowej. Kocha polską zimę, śnieg i mróz.

Wielbiciel piwa, oliwek i innych marynowanych warzyw. Zapłaci fortunę za miskę kiszonej kapusty, kawę i kawałek dobrego sera. Uparta gaduła, która zawsze ma swoje zdanie. Czasami cierpliwy, czasami wyrozumiały – dzielnie znosi bałaganiarstwo Kasi, choć sam jest maniakiem porządku. Złota rączka, zwany również MacGyver’em – przy pomocy duct tape, sznurka i noża naprawi prawie wszystko.

Kocha wszelkie kudłacze na czterech łapach, a szczególnie psy i koty, które zawsze dokarmia i dopieszcza. Kiedy bierze do ręki książkę, świat przestaje mieć znaczenie. W domu odpowiedzialny za porządek i zakupy. Doskonale zorganizowany w podróży – w przeciwieństwie do Kasi wstaje i budzi się w tym samym czasie. W drodze odpowiedzialny za sprzęt.

Back To Top