skip to Main Content
Tu I Teraz (8) Powrót Do Polski Z Bułgarskiej Prowincji

Tu i teraz (8) Powrót do Polski z bułgarskiej prowincji

print
Odległość to śmieszna rzecz. Z jednej strony świat mocno się skurczył w mojej głowie. Z drugiej, kontynuując plan, żeby unikać latania samolotem jeśli tylko jest to dla nas możliwe, odległość nabrała nowego znaczenia – już nie godziny w samolocie i cena biletu, a kilometry stały się wyznacznikiem czy jest blisko czy daleko. A teraz jest blisko. Bardzo blisko.

Jesteśmy w Płowdiwie w Bułgarii, czyli zaledwie 1600 km od Warszawy. To krótka wycieczka czy to autostopem czy autobusem. Ba, jeśli nie straszne nam przesiadki, moglibyśmy również wsiąść w pociąg i dojechać prosto na Dworzec Centralny. 

Domyślasz się o co biega, prawda?

Wracamy do Polski! 

Tak naprawdę odkąd opuściliśmy Azję Środkową kierujemy się w jednym kierunku i choć powrót zabrał nam kilka miesięcy, teraz jest nieunikniony. 

Obiecaliśmy, że święta spędzimy w domu i tak też się stanie. Zatem wybacz blogu. Wybaczcie czytelnicy, ale zamiast pisać o Turcji i Bułgarii, szukam najlepszych przepisów na pasztet i sernik; szperam w Internecie w poszukiwaniu butów (bo te, które mam na nogach są dziurawe), kurtki czy dysku zewnętrznego (google życzliwie mi przypomniał, że jutro Black Friday). 

Ale to nie jest tak, że podróż się kończy. Po prostu się zmienia tak jak zmieniamy się i my. 

Nie będę owijać w bawełnę. Zmęczył mnie mój plecak. Zmęczyła mnie zależność od innych. Bo niby jesteśmy wolni i jedziemy po swojemu i swoim rytmem, a jednak ciągle ograniczają nas trasy i rozkłady autobusów, pociągów czy samochodów, które zabierają nas na stopa. 

Ale o zblazowaniu i zmęczeniu, a także zniesmaczeniu tym, co dzieje się czasami w blogowo-podróżniczej strefie i wśród turystów napiszę przy innej okazji. Dzisiaj jest o powrocie, zatem wracając do tematu…

Podróż się nie kończy, a powrót jest chwilowym powrotem do domu. Bo choć w tej chwili domu nie posiadamy, pewnie zawsze dom rodzinny pozostanie w moim sercu domem. 

Nastawiamy się zatem na rodzinne święta. Wspólne oglądanie filmów na netflixie, rozmowy przy winie i kominku. Wracamy do Polski po trzech latach i czuję dreszcz emocji. 

Frajda z wejścia do sklepu spożywczego, wgryzienie się w prawdziwy chleb z białym serem, wypicie kieliszka (albo i dwóch) nalewki autorstwa mojego taty i pochłonięcie kawałka pleśniawca mojej mamy. Innymi słowy, powrót do oswojonej i dobrze znanej przestrzeni, gdzie smaki i zapachy nie atakują nowością i nieznanym, a raczej powodują nostalgiczny uśmiech.

Nasza podróż będzie trwać. Zmieni się jej forma, ale podtrzymam was, drodzy czytelnicy, jeszcze chwilę w niepewności ;D Zanim jednak będzie mowa o kolejnych podróżniczych planach czy decyzjach, pora ruszyć do pracy. Nie będziemy was prosić o pomoc w realizacji NASZYCH marzeń. Ta podróż nie jest kaprysem, ale naszym indywidualnym wyborem, więc jak kasa się kończy, nie pozostaje nic innego jak spiąć pośladki i zabrać się do roboty. 

Trzymajcie kciuki, bo czekamy na informacje z kilku miejsc i jak dobrze pójdzie, na wiosnę znajdziemy się na mroźnej północy. To również realizacja młodzieńczego marzenia – pobyć choć chwilę na północy. Skandynawia zawsze w jakiś dziwny sposób mnie pociągała. Kiedy więc lepiej spełniać marzenia niż teraz? 

To nasze noworoczne i świąteczne życzenie – pracować na północy. Więc poproszę jeszcze raz – trzymajcie za nas kciuki i zaklinajcie los!

Jest jeszcze jedna rzecz o której bardzo chciałabym napisać. Ostatnie dni spędziliśmy na głębokiej bułgarskiej prowincji i bynajmniej nie znaleźliśmy się tam przypadkiem. Wpadliśmy odwiedzić naszych sąsiadów z Warszawy, którzy w zakątku wciśniętym między Grecję i Turcję odnaleźli dom. Przyjechali z psem, cudowną Limoszką, którą poznaliśmy jeszcze w Polsce. Po drodze zgarnęli kolejnego, rannego i porzuconego. Teraz do zwierzyńca dołączyła kolejna suczka i kociak. 

Two hungry people, czyli Ania i Marcin dokonująprawie niemożliwego. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jaką trzeba mieć siłę, żeby pojawić się na końcu świata późną jesienią, kupić dom, a potem przetrwać zimę bez ciepłej wody i ogrzewania. Oboje są dla mnie potwierdzeniem, że jak się chce, to można. Nie trzeba umieć wszystkiego ani mieć góry pieniędzy. Wystarczy ciut szczęścia, samozaparcia, determinacji i wiary, że się uda. 

Spędziliśmy cudowny czas. Bez pośpiechu, stresu i nerwów. Nie mogliśmy się nagadać (ani najeść ;)) Łączą nas podobne doświadczenia, spojrzenie na świat i życiowe plany. Dzieli? Chyba tylko brak zwierzyńca w naszym przypadku 😉 Rany, naprawdę rzadko zdarza nam się znaleźć tak pokrewne dusze! 

Takie chwile dają do myślenia, szczególnie w świetle powrotu. 

Nie przeciągając, dodam, że przed nami jeszcze jedna wizyta. Tym razem w Budapeszcie u Diany, która cztery lata temu gościła nas we Lwowie. Kolejny powrót w… drodze powrotnej. Do zobaczenia wkrótce!

P.S.

O Turcji będzie na blogu i to dużo. Podobnie jak o Kurdach. Stay tuned!

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top