skip to Main Content
Tu I Teraz (7) A Gdyby Ten Hotel Był Nasz? Rozważania Czysto Teoretyczne

Tu i teraz (7) A gdyby ten hotel był nasz? Rozważania czysto teoretyczne

print
[Niniejszy tekst to luźna kontynuacja postu Tu i teraz (6) Glamping w Gruzji, czyli dysproporcje i niesmak] 

Co by było gdyby ten hotel był nasz? Co chwilę kołacze mi się w głowie ta myśl…

Wszystko zrobilibyśmy inaczej, bo wszędzie widzimy potencjał a nie zacofanie, głupotę i lenistwo. Gdyby ten hotel był nasz, kupilibyśmy jeden z rozpadających się domów we wsi i powoli go wyremontowali. Dom miałby przestronną werandę, a otoczony byłby drzewami, które latem uginają się pod ciężarem owoców: granatów, kaki, jabłek, śliwek i kiwi. 

A skąd w ogóle pomysł? Pomysł, którego realizacja jest absolutnie nierealna, bo z właścicielami hotelu nawet nie rozmawiamy i w sumie bez wstydu mogę przyznać, że nie trawię dziadów i gdybym zobaczyła ich na prostej drodze docisnęłabym pedał gazu (przynajmniej oczami wyobraźni)… Choć z drugiej strony, myślę sobie, że i tak mają to, na co zasługują. Ich życie jest już samo w sobie puste i smutne. Niech lepiej tłuką się po tym ziemskim padole, narzekając na wszystko i wszystkich.

Chyba po prostu dawno nie znaleźliśmy miejsca, w którym czulibyśmy się tak dobrze i ludzi, z którymi chętnie byśmy pracowali i w otoczeniu których moglibyśmy żyć i mieszkać. I strasznie wkurza mnie, że kiedy w końcu coś takiego stanęło na naszej drodze, okazuje się, że jest poza naszym zasięgiem. 

Ale wracając do tematu… gdyby ten hotel był nasz… Pozostałby małym i kameralnym miejscem pośrodku bujnego lasu, rzut beretem od wsi. Kilka chatek na podestach. Trzy luksusowe, trzy ekonomiczne. Nie rozdawalibyśmy gościom osiemdziesięciu ręczników ani nie traktowalibyśmy ich jak psychicznie chorych tudzież lekko upośledzonych. 

Gotowałaby Irma. Mhhhmmmm… jak ona gotuje… Pewnie słyszeliście nie raz o gruzińskich pysznościach, o suprach i o stołach uginających się pod ciężarem przysmaków przygotowanych przez gruzińskie kobiety? Tak właście gotuje Irma. To proste dania, bo i życie jest tam proste. Nie ma luksusów w postaci piekarników, opiekaczy czy kitchen aidów. Ba, w większości domów nadal gotuje się na ogniu i tą prostotę widać i czuć w daniach Irmy. Jaki ona robi chleb na zakwasie! Wypiekany w piecu opalanym drewnem ma tak niesamowicie chrupiącą skórkę, że na samą myśl zaczynam się ślinić… Do tego świeże masło, jakie można kupić na bazarze w Lagodekhi. Kilogram kosztuje 6 zł (!!!). Domowej roboty konfitury, które jeszcze powstają na masową skalę we wsi. Brzoskwiniowe dżemy, malinowe i jeżynowe konfitury. Świeże jajka od kur chronionych przed szakalami. Trzeba by było zorganizować system mikrokredytów, żeby kilkoro mieszkańców mogło zakupić więcej kurczaków i zaopatrywać nas w jajka a także w drób. Oni mieliby dochód i pracę – my świeże mięso i jajka. Wszyscy wygrywamy. 

No i sezonowość. Podstawa życia tam, gdzie biednie albo tam, gdzie ceni się to, co naturalne. W sezonie pomidory tak słodkie, że spokojnie mogą uchodzić za owoce. Dorodne bakłażany, które Irma przerabia na przepyszną warzywną potrawkę. Jesienią smażone ziemniaki z domowej roboty kwaśnym i orzeźwiającym śliwkowym sosem. Zimą świnia. Szaszłyki i kiełbasy. Myślicie, że goście by narzekali? 

Głowa puchnie mi od pomysłów, ale zdaję sobie też sprawę, że wszystko wygląda pięknie w sferze wyobraźni. Rzeczywistość pewnie byłaby dużo trudniejsza, choć najważniejsze, że byłby punkt zaczepienia. Ludzie, których poznaliśmy i którzy pokazali nam spory kawałek swojego świata i życia. Razem moglibyśmy stworzyć coś fajnego. Coś, co pozwoliłoby zaangażować młodzież. Przygotować którąś z młodych dziewczyn na stanowisko najpierw recepcjonistki, a potem kierowniczki. Stworzyć produkt turystyczny – spacery po lesie, podglądanie zwierząt (okolice roją się od szakali i wilków, nie wspominając setek gatunków ptaków). 

Byłoby to też chyba po prostu dobre miejsce do życia. Spokojne, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, a jednocześnie na tyle blisko, że w dwie – trzy godziny można znaleźć się w muzeum, kinie czy galerii handlowej. Tak sobie myślę, że byłoby dobrze… gdyby tylko ten hotel był nasz…

Z ostatniej chwili…

W ramach naszego samochodowego objazdu po Gruzji, odwiedziliśmy naszych przyjaciół. Zawieźliśmy drobne upominki i zrobiliśmy wielką niespodziankę. Nikt się nas nie spodziewał. Ba, wszyscy myśleli, że nasze przechwałki o tym, że wrócimy były typowym gadaniem. A tu pojawiliśmy się nagle. Mina Irma i jej męża była jedyna w swoim rodzaju. A potem od razu w ręku znalazła się kura. Przyjechali goście, trzeba przygotować coś pysznego. Ostatkami sił przekonaliśmy Irmę, żeby oszczędziła kurę na ważniejszą okazję ;D

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉
This Post Has 2 Comments
  1. Kasiu , kiedys pisałas o najmie waszego mieszkania na czas podrozowania . pisałas, ze pierwsza firma zarzadzajaca najmem okazała sie porażką potem kolejna wybrana ale …nie wiem z jakim rezultatem , ktora , kto teraz i na jakich warunkach ? bardzo to dla mnie interesujace , czy jestes w stanie polecic obecnego zarzadcę – jakie widzisz jego ew mankamenty? wiadomosc priv. dziekuje i serdecznosci 🙂

    1. Cześć! Owszem, z K2 było całe mnóstwo problemów i nie rozstaliśmy się pokojowo. Od roku naszym mieszkaniem zajmuje się p. Aleksander z Warsaw Estates i jesteśmy bardzo zadowoleni. Po krótce, p. Aleksander zajmuje się wszystkim, w tym znajduje się sensownych lokatorów, a pieniądze wpływają co miesiąc na konto 😀 Tutaj jest adres jego strony: http://aventestates.com/?changelang=1. Powołaj się na nas i na pewno będzie git!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top