skip to Main Content
Kirgiskie Kroniki (4) Co Jeść W Kirgistanie, Czyli O Jelitach I Innych Pysznościach

Kirgiskie kroniki (4) Co jeść w Kirgistanie, czyli o jelitach i innych pysznościach

Co jeść w Kirgistanie. Dzisiaj ostatnia z naszych kirgiskich kronik. Będzie o jedzeniu – tym dobrym i tym mniej dobrym…. Bo nie oszukujmy się. Kirgistan nie należy do kulinarnych rajów 😉

Dzisiaj rano ustaliłam z Aitbekiem jadłospis na obiad i kolację. Na obiad: duszona kapusta. Na kolację: makaron z sosem pomidorowym i podsmażaną kiełbasą, która zalega od dawna w lodówce. Babcia ponoć się zgodziła.

Jednak kiedy on poszedł wyprowadzić krowy wyżej w góry, babcia jak zwykle wywróciła wszystko do góry nogami. Na migi wyjaśniła mi, że kiełbasa, którą miałam dodać do makaronu jest niedobra (bo ona nie wierzy etykietom i na pewno zawiera wieprzowinę) i ona jej jeść nie będzie. W zamian dostałam torbę zwiniętych w warkocze jelit i plastry obgotowanego baraniego żołądka. Babcie aż się oblizała i poklepała po brzuchu, a mi śniadanie podeszło do gardła. Nie ma nic lepszego jak odrobina brudnych jelit z rana… 

Zostałam poinstruowana, że to właśnie te pyszności będą stanowiły trzon dzisiejszego jadłospisu. Spoglądając na nie najczystsze jelita i gumowe plastry żołądka, pomyślałam, że zawsze ktoś wygrywa. Nasza porcja baranich wnętrzności wyląduje w brzuchach psa i kota.

Tak. Gotowanie w kirgiskim tradycyjnym domu z babcią, która nie uznaje niczego poza kilkoma (oczywiście kirgiskimi) daniami nieźle dało mi popalić. 

Nie pozostało mi nic innego jak dodać baranie wnętrzności. Makaron z pomidorami i jelitem. Duszona kapusta z plastrami żołądka. Kawałki jelit unoszą się nad makaronem, a kwadraciki żołądka wyglądają prawie jak przesiekana kapusta. Pyszności. Całe szczęście udało się łatwo wyłowić kilkanaście kawałków. Pies był zachwycona. Kotka też nie narzekała…

Co jeść w Kirgistanie: makaron

Ku naszemu zaskoczeniu w Kirgistanie je się sporo makaronu, ale tradycyjna włoska pasta nie cieszy się powodzeniem. Zostałam poinstruowana, że makaronu nie gotuje się w wodzie, ale w sosie. Czyli podobnie jak risotto, z tą tylko różnicą, że po obsmażeniu wszystkiego i zalaniu wodą (zgodnie z wytycznymi), dodaje się makaron i koniec. Nie wolno mieszać. 

Kluski mają się gotować tak długo aż się prawie rozgotują. To wersja babci. Wersja Gulnaz, pani domu przewiduje wyłączenie makaronu kiedy będzie miękki. W ten sposób przygotowałam kluski w sosie z jelit, papryki, cebuli i koncentratu pomidorowego.

Te poranne kuchenne rewolucje niewątpliwie dały mi się we znaki. Ale babcia jest babcią, wszyscy się jej boimy, robi co chce, więc niech będzie. Jednak kiedy wieczorem zobaczyłam, że w garnku ląduje kolejna porcja zamrożonych jelit i kawałków żołądka, opadły mi ręce. 

Okazało się, że babcia nie będzie jadła makaronu (bo jest w nim zielona papryka, a tej akurat nie lubi) ani kapusty (powodu brak), zamiast tego gotuje zupę. Podroby + cebula + ziemniaki + makaron typu instant jaki znajduje się w opakowaniach zupek chińskich. Ambrozja! 

Co jeść w Kirgistanie: lagman

Wracając do makaronu. W „naszym” kirgiskim domu przerobiliśmy jeszcze dwa dania z makaronem. Danie numer jeden to znany nam z Kazachstanu lagman. To ujgurskie danie występujące w dwóch wariantach: w wersji smażonej z minimalną ilością sosu i w wersji przypominającej zupę.

Nasza gospodyni z córkami przygotowała lagmana od podstaw, robiąc również własnoręcznie makaron, bo to on gra pierwsze skrzypce. I rzeczywiście był doskonały. 

Ciasto jak na makaron rolowane jest na bardzo cienkie i długie kawałki, a potem porządnie naoliwionymi dłońmi rozciągane do pożądanej grubości. Przygotowanie noodli trwa. Każdy kawałeczek rozciaga się i roluje kilka minut. Do tego sos na bazie baraniny i papryki. Pycha! 

(makaronowy) Plow

Drugie danie to makaronowy plow, robiony tutaj bez mięsa. Zacznijmy jednak od plowu. To chyba najbardziej znane danie w tym regionie. Urosło do rangi narodowego w Uzbekistanie (i nazywa się osz), ale w Kazachstanie i w Kirgistanie jest równie popularne. 

Gulnaz doprowadziła je do perfekcji i śmiało mogę powiedzieć, że jej plow jest najlepszym jaki jadłam. 

Na oleju przesmaża się kawałki baraniny albo jagnięciny, następnie dodaje marchewkę pokrojoną w słupki i cebulę w piórkach. Wszystko musi się poddusić. Kiedy warzywa są w miarę miękkie zalewa się je wodą, a następnie dodaje ryż. Sól, pieprz i danie dusi się pod przykryciem do miękkości. 

Proste, szybkie i z podstawowych składników. Na pewno smaku dodaje fakt, że plow robiony jest prawie zawsze na kuchni opalanej drewnem (albo krowimi plackami – wersja kirgiska). Natomiast plow makaronowy to w zasadzie to samo z oczywistą różnicą – zamiast ryżu – makaron. 

Prosta kuchnia, własne produkty

Kuchnia kirgiska, którą poznaliśmy tutaj w dolinie, jest w ogóle dość prosta. Wszystko krąży wokół kilku podstawowych składników. Nasi gospodarze mają swoje ziemniaki, marchew i oczywiście mięso, więc to one stanowią trzon każdego dania. Do tego cebula, ewentualnie mąka w różnej formie, sól i pieprz. 

Manty, czyli kirgiskie pierogi

Wariacją są manty, czyli kirgiskie pierogi gotowane na parze. Właśnie dzisiaj przygotowałam porcję z babcią. Narzekamy na nasze pierogi, że są czasochłonne, ale kirgiskie manty wcale im nie ustępują. Farsz nie jest mielony, ale drobniutko siekany. Mięso, słonina, cebula, ziemniaki. Jeśli dodasz do tego fakt, że mięso (jeszcze zamrożone) musisz odkroić od kości tępym nożem, robi się wesoło. 

Ciasto (mąka + woda + masło/margaryna) jest cienko wałkowane, a później krojone na kwadraty. Zdecydowanie najbardziej pracochłonne jest przygotowanie farszu i ciasta. O dziwo samo lepienie idzie bardzo szybko. Gotowe kwadraty wypełnia się farszem, a następnie skleja przeciwległe brzegi. Powstaje coś na kształt róży. Nie trzeba być szczególnie dokładnym, bo manty gotowane są w specjalnych koszach na parze. Układa je się koło siebie, a następnie gotuje około godziny. Domowe, własnej roboty manty były chyba najsmaczniejszym daniem, jakie spróbowaliśmy w Kirgistanie.  

Co jeść w Kirgistanie jeśli nie jesz mięsa

Twoim przyjacielem stanie się oron, czyli pleciony warkocz z warzywnym farszem. Ciasto jak na manty wałkuje się dokładnie tak samo, a następnie smaruje obficie olejem i wypełnia farszem, najczęściej wegetariańskim (marchew, ziemniaki, cebula, ewentualnie dynia), na koniec zwijając w gruby warkocz. Podobnie jak manty, oron również gotowany jest na parze. Ogromny warkocz kroi się po ugotowaniu. 

co jeść w kirgistanie

Czaj, czyli do stołu!

Codziennym rytuałem jest picie herbaty, co jest równoznaczne z posiłkiem. Na hasło „czaj” wszyscy schodzimy się do domu, siadamy dookoła stołu, jemy i pijemy. Rano śniadanie, potem około 12 obiad, o 17 herbata z chlebem i konfiturami lub ciastem i wieczorem kolacja. Nie funkcjonują tutaj nazwy posiłków, tylko „czaj”. 

My wypijamy jeden, góra dwa kubki herbaty. Nasi kirgiscy gospodarze dużo więcej. Każdy zresztą pije herbatę na swój sposób. Aitbek z mlekiem i odrobiną cukru, jego żona bez mleka, ale z cukrem, a jego mama przygotowuje sobie wersję na bogato: z cukrem, zmieloną pszenicą, mlekiem i, jeśli akurat jest, ze śmietaną z gotowanego rano mleka. Babcia lubi sobie dogadzać!

Do tego chleb. Zawsze i do wszystkiego. W kirgiskim domu nie może zabraknąć chleba. Wypiekamy 3 – 4 okrągłe bochny co kilka dni. Wszystko zależy od ilości gości, którzy przewiną się przez dom, a jest ich zawsze co niemiara. A to sąsiad numer jeden, a to syn brata, siostra z mężem, sąsiad numer dwa, etc. „Czaj” trwa długo. To moment odpoczynku i wytchnienia, chwila na rozmowę i zwolnienie. 

Nie ukrywajmy, kuchnia kirgiska, nawet ta domowa nie zwala z nóg, co innego jednak z prawdziwą kuchnią chińską. Zobacz co jadaliśmy w Chinach – klik.

Nasza kirgiska rodzina je powoli i wypija jedną czarkę herbaty za drugą, zagryzając kolejnymi kromkami chleba. Chleb je się do posiłku, sam do herbaty albo, na bogato, z domowej roboty konfiturą.

Konfitura to osobna bajka. W naszym kirgiskim domu słoiki z owocową ambrozją są ukryte w schowku w pokoju babci. Taka kryjówka gwarantuje, że nikt nie dobierze się do pyszności bez zgody babci. Trzeba odsunąć dywan, podważyć deskę w podłodze i wyjąć słoik. Morele w słodkim syropie albo malina. Delicje!!!

Ubicie baranów i beshbarmak

Kilka dni temu Aitbek zabił dwa barany. Na jednego przyszła pora, drugi był chory. 

Nastąpił długi proces rozbierania zwierzęcia. Rezultat: mnóstwo mięsa, zatem czas na beshbarmak. Iście narodowe danie Kirgizów. 

Beshbarmak to po kirgisku pięć palców, bo danie je się ręką, używając wszystkich pięciu palców. Nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać, a zawartość garnka nie napawała nas optymizmem. Kiedy podniosłam przykrywkę zobaczyłam barani łeb, racice, serce, kawałki tłuszczu i inne kawałki zwierzęcia, których nie byłam w stanie rozpoznać. Innymi słowy, na ogniu w garnku gotował się baran. Prawie cały. Wszystko wrzucane do wody z solą i gotujące się kilka godzin. 

Kiedy wszystko prawie się rozpadło i zaczęło odchodzić od kości, mięso zostało ułożone na półmisku i postawione na stole. Każdy dostał kawałek kości z odrobiną mięsa. Wyjedliśmy co się dało i myśleliśmy, że to już koniec. 

Nic bardziej mylnego. Panowie siedzący przy stole wzięli kolejne kawałki mięsa i zaczęli rozdrabniać je nożem na mikroskopijne kęsy. To chyba jedyne danie, przy przygotowaniu którego uczestniczą mężczyźni. 

Obok mięsa na stole pojawił się ugotowany makaron typu instant i drobno posiekana cebula zaparzona gorącą wodą. Te trzy składniki zostały wymieszane a następnie trafiły na talerze. Do popicia zamiast nieśmiertelnej herbaty, treściwy, słony i bardzo tłusty bulion. 

co jeść w kirgistanie

co jeść w kirgistanie

co jeść w kirgistanie

Dawno nie czuliśmy się tak pełni. Choć całe doświadczenie było momentami lekko zaskakujące, mieliśmy wrażenie, że uczestniczymy w czymś wyjątkowym. Taka ilość mięsa na stole nie zdarza się na codzień. Ba, to przywilej świąt i celebracji. 

Ogromnie podoba mi się szacunek do mięsa. Tu nie marnuje się najmniejszy kawałeczek zwierzęcia. To, czego nie zjemy my (a Kirgizi zjadają prawie wszystko), trafi do psa, a to czego nie zje on, dojedzą kury. Cykl się zamyka. I choć nasze kulinarne doświadczenia nie były może najwyższych lotów i na pewno nie zaliczymy Kirgistanu do czołówki smakowych delicji, to w niewielu krajach tak dużo nauczyliśmy się na temat kultury jedzenia i za to składamy podziękowania naszym gospodarzom!

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »
Back To Top