skip to Main Content
Czekając na Trakt Pamirski

Tu i teraz (5) Duszanbe. Czekając na Trakt Pamirski

Jestem niespokojna. Jesteśmy tak blisko, a musimy czekać. Konsekwencje wirusa, który złapał mnie jeszcze w Kirgistanie ciągną się za mną jak smród po gaciach. Mój kaszel jest nadal koszmarny. Na tyle, że konieczny okazał się antybiotyk i siata leków. Zatem czekamy w tanim hostelu w Dushanbe, dzieląc dwie łazienki z 15 osobami i chłodząc się pod klimatyzatorem. Na co czekamy, zapytasz… Na ziszczenie mojego podróżniczego marzenia – legendarną Pamir Highway, czyli Trakt Pamirski. 

Pamir Highway, czyli Trakt Pamirski

Nie wiem czy coś mówi ci ta nazwa. Pewnie gdzieś obiła się o uszy… Pamir, wysokogórskie pustkowie znajdujące się w Tadżykistanie. Trakt Pamirski – droga przecinająca Górny Badachszan, autonomiczną prowincję zapomnianą przez boga i świat, łącząca tadżyckie Duszanbe z kirgiskim Osz. Marzenie (i koszmar) rowerzystów, motocyklistów i tzw. overlanderów, czyli podróżników, którzy przemierzają świat swoimi samochodami. 

Dla mnie Pamir Highway ma taki sam wydźwięk jak Samarkanda dla Victora. Mityczna droga w wysokich górach. To jedna z najwyżej położonych tras na świecie. Można porównać ją chyba tylko do Karakorum Highway (która jest ciagle jeszcze przed nami) i trasy w indyjskim Ladakh przez przełęcz Khardung La (tą mamy już za sobą – klik tutaj). Te drogi przyciągają mnie jak magnes. Więc jedziemy jak tylko przestanę kasłać jak szalona, czyli za dwa dni. To jedyny prawdziwy element planu.  

Plan jest taki, że nie ma planu ;D

Jak wyżej, hahaha. Planu brak. W poniedziałek chcemy dostać się dzielonym jeepem (czyli podstawowym środkiem transportu w Tadżykistanie) do Khorog. 600 km, minimum 12 godzin jazdy. A potem wszystko będzie zależało od przypadku. 

Chcemy pochodzić po Korytarzu Wachańskim, miejscu gdzie rzeka Pandż oddziela dwa światy – Tadżykistan i Afganistan. Popatrzeć na drugą stronę, jak Afganistan, który jeszcze do niedawna był nawet tutaj postrzegany jak symbol zacofania, teraz cieszy się panelami słonecznymi i bieżącą wodą. Tyle udało nam się wyczytać. Teraz pora zobaczyć to na własne oczy.

Poczuć wiatr we włosach, pył w ustach i wysokość w głowie. Chcemy zobaczyć wysokogórskie pustkowie, porozmawiać z ludźmi żyjącymi w skrajnie trudnych warunkach, zmęczyć się, zmarznąć i spocić. Przetestować własną cierpliwość i umiejętność czekania. Mieć ten niesamowity luksus i nie musieć się spieszyć, ale gapić nawet kilka godzin przed siebie, jeśli będziemy mieli na to ochotę. 

Na początku był plan, a nawet kilka…

Początkowo chcieliśmy „zrobić” Pamir, czyli przejechać Trakt Pamirski wynajętym samochodem albo motocyklem. Opcja numer dwa odpadła w przedbiegach ze względu na ceny. Opcja numer jeden, czyli wynajęcie toyoty landcruiser albo mitsubishi pajero z kierowcą, a następnie podzielenie się kosztami z dwójką podróżników wydawała się najsensowniejsza dopóki nie zdaliśmy sobie sprawy, że zupełnie nie współgra z tym jak podróżujemy.

Nie chcemy pędzić przez Pamir Highway. Mamy w końcu czas, a to chyba największe bogactwo w dzisiejszych czasach. Chcemy oddać się w ręce przygody i zobaczyć co z tego wyjdzie, a nie jechać według ściśle ustalonego harmonogramu. 

To ciekawe jak dużą rolę odgrywa intuicja. Kiedy układałam harmonogram i negocjowałam ceny z kierowcami, a równolegle szukałam innych podróżników, coś w środku mówiło mi, że tracę czas. Zamiast chłonąć całą sobą Samarkandę, ja sprawdzałam kilometry, przeliczałam je na dolary i negocjowałam. A potem przyszło otrzeźwienie i spokój. Po inspirującej rozmowie z hiszpańskimi podróżnikami, nasz plan stanął na głowie. A mój wewnętrzny głos mówiący mi, że coś jest nie tak z planem podróży i kierowcą, zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zapanował spokój i świadomość, że robimy to, co powinniśmy. Niech zadecyduje los i ludzie, których spotkamy po drodze. 

Z Samarkandy do Duszanbe

A przedsmak tego, co nas czeka mieliśmy już w drodze z Samarkandy do Duszanbe. Wystarczyło przekroczyć granicę i wjechać do Tadżykistanu, żeby krajobraz uległ diametralnej zmianie. Zamiast jałowego i płaskiego pustkowia, otoczyły nas góry. Atakowały nas ze wszystkich stron, a my wymienialiśmy porozumiewawcze spojrzenia, które mówiły: jeśli tutaj jest tak pięknie, to jak musi być w Pamirze??!!

Czekając na Trakt Pamirski

Czekając na Trakt Pamirski

Wybaczcie, że jakość zdjęć jest kiepska, ale cykaliśmy fotki z pędzącego samochodu. Bo i to jest coś, o czym trzeba wspomnieć. O ile już w Kirgistanie widzieliśmy szalonych kierowców, o tyle Tadżykistan bije ich na głowę!

Tymczasem siedzimy w Duszanbe. Jest bardzo gorąco. Żarka zaczęła się podobno dzień przed naszym przyjazdem i prawdopodobnie nie odpuści do… sierpnia. Więc większą część dnia spędzamy zamknięci w pokoju z włączonym klimatyzatorem.

Pocimy się niemiłosiernie mimo wszystko, bo ze względu na mój kaszel utrzymujemy temperaturę w granicach 25 – 26 stopni. Każde wyjście z pokoju to fala potu. Odetchnąć można dopiero około 18 kiedy słońce przestaje palić.

Wtedy integrujemy się z hiszpańskimi przyjaciółmi. Gotujemy proste posiłki w hostelowej kuchni i chodzimy na tanie piwo do lokalnej knajpy, gdzie pół litra piwa z kija kosztuje 2 zł. Jako bonus – rodzina kotów. Mama, tata i trzy kociaki. Z naszymi nowymi przyjaciółmi wymieniamy się podróżniczymi doświadczeniami, dzielimy radami, śmiejemy z przygód.

Podglądamy małomiasteczkowe życie nieturystycznych dzielnic stolicy Tadżykistanu, bawiące się dzieci, gaworzące kobiety i majsterkujących mężczyzn. A w ciągu dnia piszemy, obrabiamy zdjęcia i przygotowujemy się na dalszą część podróży. Jest dobrze.

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

This Post Has 0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back To Top
Translate »