skip to Main Content
Tu I Teraz (4) Chiwa. Migawki Z Jedwabnego Szlaku

Tu i teraz (4) Chiwa. Migawki z Jedwabnego Szlaku

print
Kolejna podróż w czasie. Chiwa jest zagubiona gdzieś po środku pustyni. Bliżej stąd do Turkemistanu niż do innego uzbeckiego miasta. Kiedy po 14 godzinach wysiadamy z pociągu czujemy, że los zrobił nam psikusa i znaleźliśmy się daleko od wszystkiego. Ba, mamy wrażenie, że po raz kolejny przenieśliśmy się w czasie… Przecieramy oczy ze zdumienia kiedy zamiast normalnych budynków widzimy tylko minarety i budynki w kolorze piasku. Maszerujemy w upalnym słońcu, czując jak po plecach ciekną nam wąskie strużki potu. O dziwo upał wcale nam tak nie przeszkadza, bo nasze myśli zajęte są tym, co nas otacza. Żywymi pozostałościami Jedwabnego Szlaku. Jesteśmy w Chiwie, miejscu, które jednych zachwyca, innych nudzi. Zdecydowanie zaliczamy się do pierwszej grupy. 

Czternaście godzin w pociągu minęło szybko i to pomimo ziszczenia się mojego koszmaru. Podróż w 4-osobowym przedziale z 4-osobową rodziną. Mama + tata + dwójka małych dzieci. Wycie i sranie przez całą noc. Do tego świetlna dyskoteka. Zatyczki i opaska na oczy nieszczególnie pomogły, ale po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że hasło „bądź twardy jak słoik musztardy” sprawdza się w naszym przypadku. Nic nas nie rusza. I choć jesteśmy ledwo żywi, przez upalną Chiwę maszerujemy z podniesionymi czołami. Daliśmy radę!

Chiwa, pośrodku niczego, za to z klasą

Zatem Chiwa. Jesteśmy tu, gdzie od początku chcieliśmy być, a przedsmak czego poczuliśmy w Iranie, a konkretnie w Jazd. Podobnie też jak w Jazd, Chiwa powitała nas cudownym hotelem – rodzinnym, niewielkim, dekorowanym ze smakiem i w wielkim stylu. Do dyspozycji mamy pokój z tarasem, a zachody słońca podziwiamy z dachu z zimnym piwkiem w ręku. Czy może być lepiej?

Tak. Na przykład kiedy spacerujemy gubiąc się wśród opiaszczonych uliczek i zaglądając do przydomowych warsztatów rękodzielniczych. 

Pewnie nic ci nie mówi nazwa „Chiwa”. Samarkanda to inna bajka (tam dojedziemy za kilka dni), ale Chiwa? A jednak to Chiwa była dla mnie magnesem. Pewnie dlatego, że jak zwykle na przekór chciałam najbardziej tam, gdzie nie jadą wszyscy (choć i tak sporo tu turystów). Do maleńkiej oazy pośrodku niczego. Uwielbiam miejsca kontrowersyjne albo takie, gdzie niby wszystko można „obskoczyć” w godzinkę. W Chiwie godzinka to może za mało, ale dla upartego trzy godziny wystarczą, żeby zaliczyć najważniejsze atrakcje. Dla tych, którzy chcą zobaczyć wszystko, można spędzić tu dni. Prawie każdy budynek w otoczonej murami starówce to muzeum. Wejść można też do niemalże każdej medresy. W wielu z nich otwarto warsztaty rękodzielnicze. Łatwo podejrzeć pracujących artystów. 

Chiwa

Chiwa

 

Warto przejść się wczesnym wieczorem i zobaczyć jak na niebieskich glazurowanych płytkach pokrywających minaret tańczą promienie zachodzącego słońca albo pospacerować po piaszczystych murach miastach i spojrzeć na miasto z innej perspektywy. Z samego rano podejrzeć mieszkańców rozkładających kramy z suwenirami dla turystów. A w ciągu dnia kiedy słońce prawie wypala dziury w ubraniu, usiąść na tarasie z filiżanką kawy i książką. Poczuć jak wolno płynie czas i zobaczyć jak błękitne potrafi być niebo na pustyni, nawet w samo południe. Taka Chiwa ofiaruje znacznie więcej niż zaliczanie atrakcji. 

Chiwa

Chiwa

Chiwa

Informacje praktyczne

Od niedawna do Chiwy można dostać się bezpośrednim pociągiem z Taszkientu. Nie trzeba przesiadać się w Urgenczu. Kuszetka w 4-osobowym przedziale kosztowała nas 215 000 sumów/osoba. Bilety można kupić on-line (płatność tylko kartą visa) na stronie uzbeckich kolei (https://eticket.uzrailway.uz/?lang=en) lub w kasie kolejowej w jakimkolwiek uzbeckim mieście.

Zdecydowanie polecamy nocleg w Meros B & B. Ciężko o budżetowe opcje w Chiwie i biorąc pod uwagę standard i usługi, warto wydać odrobinę więcej i zafundować sobie wygodę Meros B & B. Widoki z tarasu o zachodzie słońca są absolutnie bezcenne! Podobnie jak rady, sugestie i historie właściciela hotelu.

Między północną a zachodnią bramą, ale poza murami starówki znajduje się dobrze zaopatrzony supermarket (na maps.me zaznaczony jako Supermarket Gastronom), a przy północnej bramie znajduje się mały sklepik z zimnym piwem za 10000 sumów. Dobra miejscówka ;D Pozdrawiamy dwóch panów z Polski, z którymi wczoraj super nam się rozmawiało przy piwku!

Naszą ulubioną miejscówką na wczesną kolację jest restauracja Terassa Cafe. Może nie najtańsza jak na uzbeckie warunki, ale i tak godna polecenia. Widoki są niesamowite, a jedzenie smaczne.

Zaraz obok restauracji znajduje się oficjalny kantor z bardzo dobrym kursem walut.

W tej chwili wprowadzono zbiorczy bilet wstępu i do większości obiektów NIE można kupić indywidualnych wejściówek. Wejście wyłącznie za okazaniem zbiorczego biletu, który występuje w dwóch wariantach i jest ważny przez dwa dni: za 150 000 sumów – wejście do wszystkich muzeów i 3 dodatkowych – i za 100 000 sumów – wejście do wszystkich muzeów, 3 pozostałe obiekty płatne dodatkowo. Jak wyjaśniono nam w kasie – bardziej opłaca się kupić bilet za 100 000 sumów, bo 3 dodatkowe obiekty i tak kosztują 50 000 sumów, więc kupno biletu za 150 000 to żadna oszczędność. UWAGA. Bilety kupuje się w kasie przy zachodniej bramie i przez tą bramę można wejść TYLKO za okazaniem biletu. Pozostałe bramy są otwarte, nikt nie sprawdza biletów. 

Chiwa jest również bardzo łatwa w obsłudze. Wszystko jest blisko, bo i starówka jest bardzo kompaktowa. Cztery bramy wejściowe stanowią znakomite punkty orientacyjne, podobnie jak widoczny z prawie każdego miejsca błękitny minaret Kalta Minor. Jeśli wybierzesz do tego hotel z klimatem, spokojnie można w Chiwie spędzić dwa – trzy dni. Zregenerować siły, poczuć klimat sprzed setek lat, nabrać respektu do pustyni i zwolnić. 

Wczoraj popołudniu zajrzeliśmy do restauracji, którą dostrzegliśmy z okien naszego hotelu. Za trzy dania i porządny dzbanek herbaty zapłaciliśmy 40 zł, a widoki, które nam towarzyszyły nie mają ceny. Te słowa piszę zaś z tarasu naszego pokoju w hotelu Meros B & B. Choć w słońcu temperatura sięga 40 stopni, siedzę w cieniu i czuję przyjemny powiew wiatru. Spoglądam na opiaszczone mury i ręcznie malowany sufit. Misterne malunki wykonane zostały przez ojca właściciela hotelu, ale o tej rodzinie napiszę więcej w osobnym poście. Jeśli zajrzycie do Chiwy, postarajcie się o rezerwację w Meros. Warto. 

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top