skip to Main Content
Co, Gdzie I Jak, Czyli Iran Praktycznie

Co, gdzie i jak, czyli Iran praktycznie

print

Piejemy z zachwytu nad Iranem, licząc, że przekonamy kogoś do odwiedzenia tego fascynującego kraju. Tym razem idziemy krok dalej, dzieląc się z Wami informacjami praktycznymi. W Iranie spędziliśmy miesiąc. Liczyliśmy na więcej, ale postanowiliśmy skorzystać z ostatniej szansy przed sezonem monsunowym na trekking w Himalajach i pospiesznie opuściliśmy region Zatoki Perskiej. Mamy nadzieję, że zebrane tu informacje okażą się pomocne.

# Pieniądze

Dużo napisano już o wymianie pieniędzy w Iranie, więc postaramy się nie namnażać informacji. W dwóch zdaniach – w Iranie nadal system bankowy obłożony jest sankcjami, co oznacza, że nasze karty bankowe są bezużyteczne. Całą gotówkę (w EURO lub USD) trzeba przywieźć ze sobą. Pieniądze wymienia się bardzo łatwo w kantorach lub u panów na ulicy. Walutą jest rial (IR). 100 000 IR = ok. 3 $ (stan na marzec 2016). 99% mieszkańców zamiast w rialach podaje ceny w tomanach (poprzednia waluta). 100 000 rialów to 10 000 tomanów, czyli odcinamy jedno zero. Czyli jeśli słyszymy 45 000, to wiemy, że chodzi o 45 000 tomanów, czyli 450 000 riali. Na początku trudno, od trzeciego dnia łatwo.

Budżet – jest trudny do oszacowania, bo wszystko zależy od osobistych preferencji i tego co wydarzy się po drodze. W naszym przypadku przez pierwsze dwa tygodnie podróży zapłaciliśmy za nocleg tylko raz, za to przez kolejne dwa tygodnie przyszło nam płacić i to słono, bo zaczął się wysoki sezon turystyczny w związku z irańskim Nowym Rokiem. Po podliczeniu wydatków okazało się, że wydawaliśmy średnio 100 zł na dzień na parę. Gdybyśmy płacili za noclegi przez cały miesiąc, kwota ta na pewno poszłaby do góry.

# Wiza

Naszą wizę wyrobiliśmy szybko i łatwo w Stambule – cały proces opisałam szczegółowo tutaj (po angielsku). Korzystaliśmy z agencji Key2Persia, która pomogła nam w wyrobieniu tzw. numeru referencyjnego (koszt 27 EUR), a w Stambule samodzielnie wyrobiliśmy wizy w konsulacie irańskim (50 EUR, 2 dni). O tym jak wyrobić wizę w Polsce można przeczytać tutaj.

# Trasa

W Iranie jest mnóstwo rzeczy do zobaczenia, a każdy region oferuje inne doświadczenia i krajobrazy. My przejechaliśmy Iran z północy na południe. Zaczęliśmy od granicy z Armenią i przesuwaliśmy się w stronę Zatoki Perskiej.

Nasza trasa:

# Transport

Iran jest bardzo dużym krajem, ale pokonywanie odległości nie nastręcza większych problemów. Do dyspozycji mamy loty krajowe  (kilka linii lotniczych m.in. Air Iran, Mahan Air i in.), ponoć można kupić bilety w dobrych cenach. Jest to do rozważenia, jeśli brakuje nam czasu, a musimy przedostać się na przykład z rejonu Zatoki Perskiej do Teheranu. Wygodnym rozwiązaniem są pociągi szczególnie na trasie Bandar Abbas – Teheran i Mashad – Teheran.

My korzystaliśmy przede wszystkim z autobusów. Jeździliśmy również autostopem.

W Iranie są dwa rodzaje autobusów długodystansowych. Normalne autobusy (po cztery fotele w jednym rzędzie) są sporo tańsze od autobusów VIP (dwa fotele + jeden w rzędzie, czasem przekąska w cenie), ale te drugie są oczywiście wygodniejsze. Szczególnie w przypadku nocnych warto się wykosztować i pojechać autobusem typu VIP.

Przykładowe ceny:

Shiraz – Bandar Abbas 420 000 IR (VIP nocny)

Jazd – Shiraz 330 000 IR (VIP)

Tabriz – Orumiyeh 80 000 IR (normalny autobus)

Sanandaj – Isfahan 260 000 IR (normalny autobus nocny)

Autostop, chociaż wiele osób mówi, że nie funkcjonuje, nam sprawdził się doskonale w kilku miejscach. Jeśli nie jesteście pewni czy kierowca na pewno rozumie co to takiego autostop, warto się upewnić – „pul nadaram” oznacza bez pieniędzy. Dobra rada – nie łapcie stopa machając wyciągniętym do góry kciukiem – w Iranie oznacza to tyle, co w Polsce środkowy palec. Można się więc nieźle sparzyć. Wystarczy machać cała ręką (otwartą dłonią).

# Noclegi

Zakwaterowanie w Iranie nie należy do najtańszych, a to dlatego, że baza noclegowa nie jest szczególnie rozbudowana. W bardzo turystycznym Isfahanie na przykład hoteli jest tak mało, że podczas narodowych świąt znalezienie wolnego pokoju graniczy z cudem. Nie spotkaliśmy w zasadzie hosteli. Jedynym miastem, w którym rzeczywiście mogliśmy przebierać w noclegowych możliwościach było Shiraz. Jednak coś za coś – większość tanich (czyt. jak dla nas drogich) hoteli (tzn. ok. 20$ za pokój dwuosobowy) to dość obleśne nory. Trzeba się nachodzić, żeby znaleźć coś w miarę schludnego. Ciekawym rozwiązaniem są homestays, czyli coś co przypomina naszą agroturystykę. To świetna opcja na przykład na wyspie Qeshm, gdzie hoteli jest bardzo mało, a lokali gastronomicznych jeszcze mniej. W ramach homestay otrzymujemy zakwaterowanie i wyżywienie (jeśli chcemy, ale naprawdę warto!). Cena oscyluje w granicach 40 – 60$ za dwie osoby (nocleg z trzema obfitymi i wypasionymi posiłkami).

Nasze noclegi:

Urmia: obskurny hotel dla lokalesów przy placu Fakiyeh (jedyny hotel na placu) – dwójki z łazienką (całkiem przyjemne) kosztowały równowartość 30$, my spaliśmy w dwójce bez łazienki za 10$ z prysznicem dodatkowo płatnym.

Jazd: Orient Hotel (po trudnych negocjacjach udało się zejść do ceny 900 000 IR czyli ok. 27$ za dwójkę z łazienką i obfitym śniadaniem, polecamy, super lokalizacja, a samo miejsce warte ceny).

Shiraz: Niayesh Boutique Hotel – instytucja sama w sobie, najpopularniejszy hotel dla obcokrajowców. Spaliśmy w dormie za 10$ od osoby ze śniadaniem.

Qeshm: homestay przy samej plaży, blisko lotniska i w dodatku z jedzeniem palce lizać. 50$ pokój z wyżywieniem dla dwóch osób, przy tygodniowym pobycie udało nam się wynegocjować sporą obniżkę.

# Jedzenie

Koniecznie, ale to koniecznie trzeba choć raz zjeść w irańskim domu. Bardzo trudno jest trafić na dobrą irańską kuchnię w restauracjach. Być może w Teheranie jest inaczej, ale nie wiemy, bo nie byliśmy.

Co więcej, jeśli ogranicza Was budżet, trudno o różnorodne, dobre i tanie jedzenie. W Iranie dominuje fast-food i kebab. O ile kebab jest dobrą opcją od czasu do czasu, a kebabowych wariantów jest całe multum, to jednak jest to dość droga impreza i na dłuższą metę jednak monotonna. Irański fast-food to naszym zdaniem w wielu przypadkach ulepszony oryginał. Na przykład na dworcu autobusowym w Sanandaj przyszło nam zjeść za półtora dolara najlepszego hot-doga w życiu (bułka wypełniona po brzegi zgrillowaną frankfurterką, ogromną ilością natki pietruszki, ostrym sosem, ogórkiem kiszonym i soczystym pomidorem). Irańska pizza jest bardzo sycąca, nie należy więc szczególnie przejmować się, że jej średnica jest mała. Do fast-foodów zaliczany jest również kurczak z rożna (w towarzystwie sałatki), falafel i makaron w sosie zbliżonym do ragout po bolońsku.

Wracając do kuchni domowej, jeśli nie zostaniecie przygarnięci przez Irańczyków, koniecznie poszukajcie jakiegoś homestay z wyżywieniem. My byliśmy zachwyceni kuchnią rejonu Zatoki Perskiej. Na wyspie Qeshm objedliśmy się za wszystkie czasy rybami i owocami morza, bo mama naszej gospodyni to natchniona kucharka i codziennie wyczarowywała inne cuda.

W Iranie są również tanie i wspaniałe owoce i warzywa. Mi bardzo przypadł do gustu dough, czyli mocno sfermentowany napój jogurtowy. Jest bardzo orzeźwiający. Występuje w wariancie gazowanym i niegazowanym, czasami z dodatkiem mięty. Irańczycy są wielbicielami lodów, najpopularniejszym smakiem są lody szafranowe – warto poszukać dobrej lodziarni i spróbować lodów szafranowych z cząsteczkami zamrożonej kremówki – palce lizać!

# Karta SIM i Internet

Internet w Iranie jest wolny, naprawdę wolny, a dodatkowo dużo stron jest zablokowanych. Oczywiście blokadę można obejść instalując specjalny program – na androidzie i komputerze z Windows świetnie działał Psiphon zainstalowany przez zaprzyjaźnionych Irańczyków.

Bardzo szybko kupiliśmy kartę SIM IranCell. Kartę trzeba zarejestrować na swoje imię i nazwisko. Jako obcokrajowcy legitymujemy się paszportem i podpisujemy długą umowę, całą w farsi…

Karta razem z doładowaniem kosztowała 250 000 IR (w tym 2 GB Internetu i mnóstwo darmowych minut i sms’ów).

# Różne

Nasze doświadczenie pokazuje, że w Iranie trzeba poddać się prądowi. Nie warto trzymać się ściśle ułożonego planu, choć nie wszystkim może to odpowiadać. Irańczycy bardzo lubią opiekować się swoimi gośćmi, co w naszym przypadku oznaczało często pełną organizację naszego czasu. Znacząco ograniczało to naszą niezależność, ale było również ciekawym doświadczeniem.

Warto nauczyć się cyfr w farsi – przynajmniej pisanych, bardzo ułatwia to funkcjonowanie (numerowane miejsca w autobusie, ceny warzyw i owoców na straganach, itp.).

Uśmiech, uśmiech i jeszcze raz uśmiech. Irańczycy sami w sobie są bardzo życzliwi, a uśmiech na twarzy rozbraja ich całkowicie.

# Słów kilka od kobiety do kobiet

Nie bójcie się Iranu. Irańczycy są przyjaźni, choć ich stosunek do kobiet może czasami zaskoczyć. Na przykład w Kurdystanie (i nie tylko) mężczyzna nie poda Wam ręki, bo nie może dotykać obcych kobiet. Zamiast tego kładziemy prawą dłoń na wysokości serca. Dlatego problematyczny może być autostop czy spontaniczne przygarnianie pod dach. Z drugiej strony na pewno łatwiej będzie nawiązać kontakt z innymi kobietami i one z kolei nie będą miały problemu, żeby zaprosić Was do domu. Spotkane przez nas dwie podróżujące Niemki miały dobre i złe doświadczenia – jak to w życiu, bywa różnie.

Oczywiście trzeba przestrzegać ubraniowej etykiety – na głowę zarzucamy szal tak, aby przykrywał również szyję, na nogi długie spodnie i bluzka/tunika zakrywająca biodra. Turystki mają taryfę ulgową. Mój szal często odkrywał szyję, a zakrycie włosów jest bardzo umowne, rzekłabym, że wręcz symboliczne. Uwaga, w Iranie jest duży problem z zakupem wkładek higienicznych i tamponów, nie ma problemów z podpaskami.

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top