skip to Main Content
Alishan, Czyli Herbaciane Wzgórza Tajwanu Na Skuterze

Alishan, czyli herbaciane wzgórza Tajwanu na skuterze

print
Nic nie zapowiadało, że nasz pobyt w Alishan w ogóle dojdzie do skutku. Najpierw nie udało nam się wypożyczyć skutera w Kaohsiung, potem nie do końca wiedzieliśmy jak, skąd i na jak długo jechać do Alishan. Ostatecznie jak zwykle zdecydował los i wysłany w ostatniej chwili „request” do Peggy, gospodyni z couchsurfingu. Od tego momentu wszystko wskoczyło na swoje miejsce. 

Ale od początku. Alishan to miejsce niezwykłe popularne wśród Tajwańczyków. Pofalowane zielone wzgórza wznoszą się na wysokości od 1500 do prawie 2500 metrów. To tu rośnie słynna tajwańska herbata (oolong). To tutaj można się nacieszyć lasami (również bambusowymi) i delektować widokami na najwyższe pasmo górskie Tajwanu z imponującym szczytem Yushan (3952 m npm). 

Alishan National Scenic Area vs. Alishan National Forest Recreation Area

Kiedy powiesz Tajwańczykowi, że jedziesz do Alishan i planujesz biwakować, na 100% powie ci, że w Alishan jest to zabronione. Dla 99% Tajwańczyków Alishan jest tożsame z Alishan National Forest Recreation Area, czyli niewielkim parkiem utworzonym w rejonie Alishan, do którego wstęp jest płatny (300 NT) i gdzie rzeczywiście biwakowanie jest zakazane. My postawiliśmy na Alishan National Scenic Area (oficjalna strona po angielsku – klik tutaj, wstęp za darmo), czyli cały rejon, na terenie którego znajduje się Alishan National Forest Recreation Area, dokąd jednak nie wjechaliśmy. Była to decyzja świadoma. Mając tylko półtora dnia na eksplorację, szkoda nam było czasu na park przygotowany pod potrzeby chińskich i tajwańskich turystów. 

Alishan

Alishan

Dojazd

Doświadczenie pokazuje nam, że choć tajwańskie miasta doskonale eksploruje się przy pomocy transportu publicznego, wycieczki wgłąb wyspy są najprzyjemniejsze jeśli wynajmie się skuter. Tak też zrobiliśmy. Do Alishan najlepiej dojechać z Chiayi, wspinając się po krętej i malowniczej drodze numer 18 (zwaną też Alishan Road). 

Jeśli skuter nie jest dla ciebie opcją, pozostaje autobus i pociąg. Do wysoko położonego Fenqihu można dostać się wąskotorową i drewniana kolejką z Chiayi. Do niedawna pociągi kursowały do samego Alishan National Forest Recreation Area, lecz w 2009 roku tajfun Morakot zniszczył tory i niestety w tej chwili można dojechać tylko do Fenqihu, skąd trzeba przesiąść się w autobus. Inną opcją jest autobus z Chiayi i autostop, który świetnie działa w Tajwanie. Jednak skuter ma jedną niekwestionowaną przewagę – niezależność. 

Co robić w Alishan?

Najlepiej ściągnąć aplikację maps.me i powoli jechać przed siebie zatrzymując się albo tam, gdzie nam się spodoba albo tam, gdzie wskaże maps.me. Na mapie zaznaczone są najważniejsze szlaki spacerowe i punkty widokowe. Polecamy Eryaping Trail – przyjemny szlak spacerowy wiedzie najpierw przez bambusowy las, a później wzdłuż herbacianych krzewów. Po drodze można podziwiać zaśnieżone szczyty Parku Narodowego Yushan. 

Alishan

Samo Fenqihu, czyli miasteczko, gdzie zatrzymuje się pociąg z Chiayi jest również warte wizyty. Wąskie uliczki zapełnione są kramami i stoiskami z suszonymi owocami, grzybami, pamiątkami i przekąskami dla turystów. Sprzedawcy nie są nachalni, lecz bardzo życzliwi. Dookoła Fenqihu znajduje się kilka przyjemnych szlaków spacerowych (np. Dadongshan Trail i Fenqihu Trail). 

Strategicznym punktem naszej wycieczki było skrzyżowanie drogi numer 18 z drogą 169 w Shizhuo. Po pierwsze znajduje się tutaj duży 7eleven z czystą toaletą, zapasem jedzenia i kawy, miejscem do naładowania telefonu – dobre miejsce, żeby odpocząć. Po drugie to właśnie te dwie drogi okazały się dla nas najciekawsze i najładniejsze. 

Jadąc na północ drogą 169 dojedziemy do Fenqihu. Na południe – do Dabang (lub Tabangu) i Tfuya (lub Tifuya). Ten odcinek podobał nam się szczególnie. Wiszące mosty, bambusowy las, palmy i pofalowane wzgórza jak okiem sięgnąć. W dodatku zero samochodów i innych turystów. Tutaj też znaleźliśmy malowniczy kemping. 

Alishan

Alishan

Alishan

Droga 18 z kolei wspina się wyżej do Yushan National Park. Spadek temperatury i wzrost wysokości są wyraźnie odczuwalne, a widoki zapierają dech w piersi. Właśnie przy granicy Yushan National Park natknęliśmy się na tajwańskie małpy. Ciekawskie, ale łagodne.  

Alishan

Gdzie spać?

Jeśli masz namiot, problem noclegu rozwiązuje się sam. W Alishan jest mnóstwo pól kempingowych. Nie widzieliśmy za wiele miejsc do rozbijania się na dziko, zresztą mając tyle oznaczonych kempingów trochę głupio było nam rozbijać się w krzakach. Jest duża szansa, że jeśli tak jak my będziesz w środku tygodnia i zwiniesz się w miarę wcześnie, nie zapłacisz ani grosza. Odnieśliśmy wrażenie, że pola otwierane są na weekendy. W ciągu tygodnia stoją puste, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozstawić namiot. Jeśli biwakowanie nie za bardzo cię bawi, w Alishan jest również sporo opcji noclegowych. Niektóre znajdują się bezpośrednio w Alishan National Forest Recreation Area, pozostałe rozsiane są po całym regionie. Większość rodzinnych homestays znajduje się w okolicach Shizhuo. Trudno tam jednak dotrzeć bez własnego transportu, choć zakładam, że łatwo poprosić właściciela o transfer na przykład spod 7eleven w Shizhuo. Pensjonaty rozsiane są wśród herbacianych wzgórz i krętych dróżek.

Alishan

Zachód słońca widziany z naszego namiotu

O ile Alishan jest wciąż dość mało popularny wśród zagranicznych turystów, dla Tajwańczyków i chińskich wycieczek to absolutne „must see”. Dlatego warto mieć to na uwadze i raczej unikać weekendów. W ciagu tygodnia Alishan jest świetnym odpoczynkiem od głośnych tajwańskich miast. A jeśli uda wam się jeździć po regionie na własnych dwóch albo czterech kółkach, na pewno będzie wspaniale! 


Spodobał Ci się ten post? Puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij. Możesz nas również śledzić na instagramie

A może chcesz się zapisać do naszego newslettera? Co miesiąc w Twojej skrzynce nowości, rady i aktualności blogowe. 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top