skip to Main Content
Tu I Teraz (2) Coś Się Kończy, Coś Zaczyna

Tu i teraz (2) Coś się kończy, coś zaczyna

print
Pojutrze o tej porze będziemy już w Japonii. Jest 23:20 [niedziela], nasza przedostatnia noc w Tajpej i na Tajwanie w ogóle. Ostatnie dwa miesiące minęły nam naprawdę szybko, a przezimowanie na wyspie Formosa okazało się bardzo dobrym pomysłem.

Niby nie wydarzyło się nic szczególnego. Nic, co zapisze się w naszych pamięciach na zawsze, a jednak będziemy mieli w zasadzie same dobre wspomnienia. Przyjemne. Na Tajwanie życie toczy się powoli i swoim rytmem, który całkiem nam odpowiadał. Przyjdzie jeszcze czas na podsumowania. Zostało mnóstwo materiału z Tajwanu, zatem na blogu nie żegnamy się jeszcze z Republiką Chińską. 

Ostatnio nieprzerwanie padało. Zaczęło blisko tydzień temu, a przestało dopiero dzisiaj wieczorem (czyli wczoraj). Od dawna nie widzieliśmy tyle deszczu, ale nie daliśmy się potopowi i dzielnie maszerowaliśmy kamiennymi uliczkami górniczego Jiufen (o tym też będzie na blogu – na razie możecie zerknąć na instagram, tam publikujemy na bieżąco – zarówno fotki jak i instastories – warto, bo Jiufen nawet w strugach deszczu i gęstej mgle jest bardzo urokliwe). Trzymajcie kciuki, żeby pogoda się zmieniła, bo bardzo liczymy na choć kilka promieni słońca jutro (update z dzisiaj, czyli poniedziałku: słońca brak, ale chociaż nie pada!). 

W końcu jutro ostatni dzień. Wielkie pakowanie, ostatnie zwiedzanie. A wisienką na torcie jest wieczorne spotkanie z przyjaciółmi z Hiszpanii. Niestety będziemy mieli tylko kilka godzin. Oni przylatują wieczorem, my wylatujemy pojutrze rano. Taki los. I to chyba właśnie z tym najbardziej będzie nam się kojarzyło Tajpej i Tajwan w ogóle – z przyjaciółmi, którzy wpadli na chwilę. Z Dorotką i Krzyśkiem (których bardzo mocno ściskamy) i z Tonim i Trini, których wyściskamy jutro. Nie ma to jak spotkać przyjaciół tak daleko od domu…

Przed nami Japonia i chyba nigdy nie lecieliśmy nigdzie tak przygotowani. Konieczność planowania pojawiła się kiedy zaczęliśmy liczyć ile mogłaby nas kosztować spontaniczność w kraju kwitnącej wiśni. Niestety nie mamy na to ani czasu ani funduszy, zatem trzeba była spiąć pośladki i wszystko rozplanować. W mojej torbie znajduje się szkolny zeszycik, w którym mamy wszystko rozpisane. Przerażające, ale hej… w końcu warto spróbować czegoś nowego, prawda? Ciągle spontan i improwizacja, więc może dobrze nam zrobi choć chwila kalkulacji i planowania? 

Ponieważ grafik mamy napięty, przez najbliższe dwa tygodnie z hakiem blog przycichnie. Nie będzie czasu na obrabianie zdjęć i edytowanie postów. Chcemy skupić się na Japonii i wycisnąć z naszych 16 dni jak najwięcej. Postaramy się natomiast na bieżąco wrzucać fotki na instagrama i facebooka. Liczymy, że japońskie publiczne wi-fi nas nie zawiedzie i będzie to możliwe. To co, będziecie z nami poznawać Japonię (klik – instagram i facebook)? My zacieramy łapki z ekscytacji 😀 😀 

Na razie na zachętę wrzucamy kilka zdjęć sakury, czyli kwitnących wiśni, które udało nam się uchwycić w Tajpej zanim wszystko zalały strugi deszczu.

jutro

jutro

jutro

jutro

 

Spodobał Ci się ten post? Puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij. Możesz nas również śledzić na instagramie

A może chcesz się zapisać do naszego newslettera? Co miesiąc w Twojej skrzynce nowości, rady i aktualności blogowe. 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top