skip to Main Content

W drodze do Fethiye

Wiedzieliśmy, że zaraz za wyjazdem z Selcuk czekają na nas konkretne podjazdy, ale nie wiedzieliśmy, że ten kawałek drogi jest remontowany i będziemy jechać nie tylko w żółwim tempie, walcząc o każdy metr, ale otaczać nas będzie chmura pyłu, a nawierzchnia drogi będzie przypominała momentami tarkę. Ciężko było, ale daliśmy radę. Mieliśmy mocną motywację – chcieliśmy dojechać do malowniczego jeziora Bafa i dopiero tam się robić, a to oznaczało 80 km ostrego napierania. Po wspinaczce droga zrobiła się bardzo malownicza i gdyby nie przejmujące zimno, byłoby naprawdę pięknie. Niestety później wjechaliśmy w krajobraz przemysłowy, a po minięciu Soke zaczęliśmy jechać zupełnie płaską rolniczą doliną, ciągnącą się przez 30 km. Niby fajnie, bo jechaliśmy bardzo szybko, ale nudno było straszliwie… Na koniec dnia, kiedy teoretycznie powinniśmy widzieć na horyzoncie upragnione jezioro, a wiozłam dodatkowe 2 litry wody, licząc na porządne mycie, zaczęły się podjazdy i to takie że prawie wyplułam płuca. Kiedy dowlekliśmy się nad jezioro żadne z nas nie miało siły na szukanie malowniczego zakątka na nasz namiot. Rozbiliśmy się na pierwszym lepszym wypłaszczeniu vis a vis jeziora. Słońce akurat zachodziło i temperatura zaczynała gwałtownie spadać.

Rano powitało nas zimno. Namiot był znowu lekko przymrożony, ale widoki które rozciągały się przed nami kiedy wspinaliśmy się na okoliczne wzgórza, zapierały dech w piersi. Tradycyjnie zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, żeby rozgrzać się herbatą z termosa, ale nie zdążyliśmy nawet jej nalać, bo zaraz otrzymaliśmy po szklaneczce tureckiej herbaty od sprzedawcy, a na deser pan wcisnął nam jeszcze po ogromnej suszonej fidze wypełnionej orzechami włoskimi. Jednak pomimo takiego dopalania dzień był ciężki. Dużo wspinania, zimno i pierwszy tunel. Dojechaliśmy do Milas około 15 i kiedy zobaczyliśmy, że przed nami rysuje się góra, której pokonanie to wspinaczka 700 metrów spasowaliśmy i rozbiliśmy się przy opuszczonym domu. O tej porze roku już wjechanie 200 – 300 metrów wyżej robi bardzo odczuwalną różnicę. Temperatura spada momentalnie. Dlatego nasz nocleg był naprawdę luksusowy. Zapas wody przezornie zabrany chwilę wcześniej pozwolił mi na umycie włosów i wysuszenie ich w promieniach zachodzącego słońca. Makaron z tuńczykiem, sosem pomidorowym i dużą ilością cebuli napełnił nasze brzuchy i poszliśmy spać, z trwogą spoglądając w stronę lodowatej góry.

Następnego dnia rano nie zastanawialiśmy się dwa razy i od razu złapaliśmy stopa. Kierowca powiedział, że podrzuci nas do Mugli. Rzeczywiście chwała mu za przewiezienie nas przez góry, bo zamarźlibyśmy tam pedałując, a dodatkowo pewnie zgubilibyśmy gdzieś płuca, ale nie dowiózł nas do Mugli, tylko wysadził jakieś 20 km wcześniej. Było zimno jak diabli i strasznie wiało. Jazda oczywiście pod górę, urozmaicona próbami złapania stopa. Bezskutecznie. Ostatecznie stwierdziliśmy, że nagniatamy ile damy radę. Jakie było nasze zdziwienie kiedy już dość mocno zmęczeni zobaczyliśmy znak informujący o 8-kilometrowym zjeździe o nachyleniu 8%, w dodatku z widokami na okolice Marmaris. Miodzio. Udało nam się dojechać nad morze, ale wiatr nie zelżał. Spotkani po drodze tureccy rowerzyści powiedzieli nam, że idzie zimny front i spodziewany jest gwałtowny spadek temperatury, a nawet opady śniegu i że dobrze by było gdyby udało nam się znaleźć ciepły nocleg na kilka dni. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Na razie rozbiliśmy się wzdłuż drzewek oblepionych pomarańczami.

Nie rozumiem dlaczego Turcy nie zbierają cytrusów. Cytrusy są wszędzie i gniją na drzewach! Straszne marnotrawstwo. Pomogłam biednym pomarańczom i na deser pożarłam cztery sztuki piszcząc z zachwytu. Słodycz i soczystość w czystej postaci. Zasypiałam czując pomarańczowy aromat dookoła. Następnego dnia napełniłam siatkę i postanowiłam tachać jakieś 2 kg owoców. Spodziewałam się, że nie będę musiała dużo pedałować tego dnia. Tego dnia wypadał ostatni dzień roku, więc chcieliśmy dojechać jak najszybciej do Fethiye, szczególnie, że robiło się coraz zimniej i wiał lodowaty porywisty wiatr. Liczyliśmy na stopa. Przyszło nam czekać około 10 minut i zapakowaliśmy nasze bambetle do fiata duplo. Do dzisiaj nie wiem jak udało się ułożyć te puzzle, ale grunt, że z sympatycznym panem kierowcą zrobiliśmy ok. 60 km, trochę jak sardynki w puszce, ale kto by narzekał przy darmowej podwózce? Potem zgodnie jego zapewnieniami miało być płasko i 40 km do Fethiye mieliśmy pokonać w 2 godziny. Pokonaliśmy. W cztery i ledwo żywi, zmarźnięci i wykończeni. A 40 km urosło do 50. Gorący prysznic pobudził nas tylko do tego, żeby wyjść z pokoju po jedzenie, a później porozmawiać na skajpie z rodzicami. Na koniec wypiliśmy po piwie i padliśmy spać o 22. Krótka regeneracja w Fethiye wyszła nam na dobre. Stwierdziliśmy, że potrzebujemy zmiany. Ta zmiana to Kapadocja. Tym razem zamiast slow, będzie fast. 14 godzin w autobusie i mamy nadzieję, że mimo śniegu i mrozu uda nam się zobaczyć magiczny księżycowy krajobraz.

Spodobał Ci się ten post? Puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij. Możesz nas również śledzić na instagramie

A może chcesz się zapisać do naszego newslettera? Co miesiąc w Twojej skrzynce nowości, rady i aktualności blogowe. 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

This Post Has One Comment

  1. Podziwiam Waszą determinację i siłę, z jaką pokonujecie te wszystkie trudności!
    Ale cudowne jest to, że wszędzie spotykacie tak fajnych, życzliwych ludzi 🙂 To na pewno dodaje sił i otymistycznie nastawia do dalszej podróży!
    Zdjęcia są piękne! Mam nadzieję, że nie marzniecie w namiocie? A pomarańcze prosto z drzewa pewnie smakują zupełnie inaczej niż te kupione w sklepie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back To Top
Translate »