skip to Main Content
Malezja: Las Mglisty, Czyli Cameron Highlands Oczami  Pasjonata

Malezja: las mglisty, czyli Cameron Highlands oczami pasjonata

print
Czasami jest tak, że wszystko zależy od przypadku. Przypadkowo poznana osoba, złapany autobus albo pociąg, który ucieka sprzed nosa. Czasami ktoś w ciągu kilku godzin potrafi opowiedzieć i pokazać więcej niż wszystkie przewodniki i encyklopedie razem wzięte. Kiedy po raz kolejny wracałam do Cameron Highlands w Malezji nie spodziewałam się, że poznam Satyę – ekologa, fotografa, botanika, a przede wszystkim pasjonata Cameron Highlands, który wyjaśni mi czym jest las mglisty.

Początki

– Jestem Malezyjczykiem w trzecim pokoleniu. Mój pradziadek przyjechał z Indii do Malezji kiedy Cameron Highlands pełne było Szkotów. To oni postanowili zrobić z Cameron herbaciany region. Okazało się, że tutejszy klimat doskonale się sprawdza. Potrzebni byli pracownicy, najlepiej tacy, którzy wiedzą nam czym polega uprawa herbaty. Indie były wtedy brytyjskie, rachunek okazał się prosty. Tak moja rodzina trafiła do Cameron Highlands. Mój pradziadek został, a jego syn był nawet zarządcą plantacji. Tam na wzgórzu jest jego dom – opowiadał Satya wskazując na wzgórze, na którym stał ładny drewniany dom. Staliśmy w otoczeniu świeżo ściętych herbacianych krzewów. Satya wyjaśniał, że krzewy trzeba „golić” regularnie, inaczej robią się z nich bujne drzewa, a liście przerastają – robią się ciemno zielone, a takie dają herbatę najgorszej jakości. Oczywiście również się je wykorzystuje i to dość powszechnie w Malezji, bo powstająca na tutejszych plantacjach herbata nie jest najwyższej jakości. Malezyjczycy pogodzili się z faktem, że nie mogą konkurować z setkami, jeśli nie tysiącami lat doświadczenia chińczyków, hindusów i lankijczyków. Postawili zatem na ilość i lokalny rynek. W Malezji mało kto docenia smak herbaty. Najczęściej dodaje się do niej mleko (czasem skondensowane) i cukier. Wszystko jedno jaka będzie herbata. Choć muszę przyznać, że świeżo zaparzone liście herbaty z plantacji BOH bardzo mi smakowały.

Las mglisty w Malezji

Wsiadam do samochodu Satyi, piętnastoletniego land rovera, marzenie każdego trampa i jedziemy dalej. Satya chce pokazać mi miejsce swojej pracy – las mglisty. Wspinamy się po stromej i wąskiej drodze. Ostatnie intensywne opady deszczu zrobiły swoje. Droga jest pełna dziur. Tu i ówdzie pojawiają się drobne osuwiska. Trudno mi uwierzyć, że półtora roku temu jechaliśmy tą samą drogą wynajętym motocyklem, który sapał i trzeszczał, ale w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób dowiózł nas na górę. Dzisiaj wszystko tonie w chmurach, a widoczne tylko przez chwilę niebo zapowiada deszcz. Wschodnie wybrzeże Malezji atakowane jest przez tajfun, którego macki dotarły i tutaj. Pogoda doskonale wpisuje się w temat wycieczki. 

– Las mglisty to miejsce wyjątkowe – opowiada Satya kiedy pokonujemy zakręt za zakrętem – Powstaje w tropikalnej dżungli, ale tylko w miejscach, które znajdują się powyżej 1000 m npm, ale poniżej 3000 m npm. Porasta go unikalna roślinność i zamieszkują zaskakujące zwierzęta. Dopiero od kilkunastu wiemy, że dżungla która nas otacza to prawdziwy las mglisty. Wcześniej nikt nie wiedział, że pod nosem znajduje się tak specyficzny mikroklimat i miejsce o tak unikalnej wartości ekologicznej. Nikt go nie badał, nikt nie chronił.   

Rzeczywiście nawet dla takiego laika jak ja las mglisty robi ogromne wrażenie. Nie jest to zwykła dżungla. Poza wysokimi drzewami, gigantycznymi krzakami, tonami błota i wszechogarniającą wilgocią las mglisty jest cały pokryty mchem. Mech szczelnie pokrywa drzewa. Zamiast brązowych pni i gałęzi widać owłosione zielone dywany. Tajemniczości dodają chmury, które coraz gęściej pokrywają każdą wolną przestrzeń między drzewami. Zatapiamy się w błocie i ślizgamy po konarach. Od pierwszej chwili ma się wrażenie, że absolutnie wszystko dookoła żyje. Ogromne dzbaneczniki i setki gatunków orchidei, tysiące owadów i ptaków, nieznane gatunki żab, niespotykane nigdzie indziej ssaki. Czasami strach złapać się zwisającej liany. Trzeba się dwa razy przyjrzeć czy to na pewno roślina czy może jednak… wąż. 

las mglisty

– Gdyby przesadzić te rośliny tysiąc metrów niżej, należy liczyć się z tym, że większość z nich nie przeżyje tak gwałtownej zmiany. Las mglisty żyje dzięki specyficznym warunkom klimatycznym, które są dyktowane między innymi przez wysokość. Już teraz zresztą szacujemy, że nasze wysiłki są ważne przede wszystkim z naukowego punktu widzenia, bo las mglisty czeka zagłada. Smutna, ale prawdziwa rzeczywistość. Wysokość nie ulegnie zmianie, ale temperatura, wilgotność, natężenie opadów, rozwój turystyki, na który do tej pory nie mieliśmy wpływu – to wszystko prędzej czy później przypieczętuje los lasu mglistego – wizja, którą roztacza przede mną Satya jest przygnębiająca, ale z drugiej strony to właśnie teraz po raz pierwszy jest światełko w tunelu. Dzięki jego inicjatywie (i organizacji, do której należy), las mglisty i jego otoczenie w Cameron Highlands otrzymał status parku narodowego. Teraz Satyę i jego współpracowników czeka drugi etap batalii – z touroperatorami i mieszkańcami, którzy będą musieli znacząco zmienić swoje podejście do zasobów naturalnych w Cameron Highlands.

Satya tajemniczo uśmiecha się i mówi, że pokaże mi coś wyjątkowego. Wyjmuje z kieszeni telefon i pokazuje mi zdjęcia. Na pierwszy spogląda na mnie maleńka soczyście zielona żaba – nowo odkryty gatunek zamieszkujący las mglisty w Cameron Highlands. Kolejna migawka i zerka na mnie niepozorny pająk, następna to endemiczny gatunek orchidei, w kolejce czeka maleńki dzbanecznik (choć w Cameron można trafić i na ogromne). A na koniec, coś tak wyjątkowego, że czuję mrowienie w palcach. Czarna pantera! Nie miałam pojęcia, że w Cameron Highlands występują jeszcze drapieżniki. Ba, zarzekałam się, że ich nie ma! A tu taka niespodzianka. Zrobione przez Satyę zdjęcie jest owocem miesięcy obserwacji. W tej chwili po potwierdzeniu, że czarna pantera rzeczywiście nadal mieszka głęboko w lesie mglistym, jej potencjalne łowisko zostało wyposażone w zestaw dwudziestu kamer. Satya ma nadzieję, że dzięki temu uda się zbadać jej zachowanie, a także populację. 

las mglisty

las mglisty

las mglisty

Półtora roku temu również byliśmy w lesie mglistym. Chodziliśmy po drewnianym podeście, który ciągnie się około 800 metrów i daje przedsmak tego czym jest to wyjątkowe miejsce. Tam, gdzie kończy się podest zaczyna się błotna zabawa. Półtora roku temu niefrasobliwie i nieświadomie maszerowaliśmy wydeptaną ścieżką, która już niedługo zostanie zamknięta. I choć w większości przypadków jest oratorką wolnego dostępu do gór i lasów, tak w lesie mglistym Cameron Highlands doskonale rozumiem potrzebę ochrony. Abstrahując jednak od przesłanek ekologicznych, kiedy porównuję nasz spacer sprzed półtora roku zdaję sobie sprawę, że nie mieliśmy zielonego pojęcia co widzą nasze oczy. Nie rozumieliśmy, że oglądamy coś wyjątkowego. Rozumiem teraz sens wycieczki z dobrym przewodnikiem. Podkreślam DOBRYM. W Cameron Highlands wycieczki do lasu mglistego organizuje w zasadzie każda agencja, ale większość z nich robi to w sposób nieodpowiedzialny i masowy. Gorąco zachęcam do świadomego odwiedzenia lasu mglistego w Cameron Highlands.

las mglistyUwaga! 

Niestety zamiast robić zdjęcia, pochłaniam każde słowo Satyi, zatem zdjęcia w tekście pochodzą z naszych wcześniejszych pobytów w Cameron Highlands.

To nie jest post sponsorowany. Satya pracuje w Eco Cameron, niewielkiej firmie z wielkim sercem.  Za czas Satyi i jego wiedzę uiściliśmy stosowną opłatę i były to pieniądze doskonale wydane! Nie współpracujemy z Eco Cameron, choć z całego serca trzymamy kciuki, żeby wiodło im się jak najlepiej.

Satya, thank you for your time and knowledge!


Spodobał Ci się ten post? Puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij. Możesz nas również śledzić na instagramie

A może chcesz się zapisać do naszego newslettera? Co miesiąc w Twojej skrzynce nowości, rady i aktualności blogowe. 

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉
This Post Has 3 Comments
  1. Super, że ponownie wybraliście się do Cameron Highlands. Jest to miejsce, które też z pewnością chciałabym zobaczyć ponownie. Co do przewodników, to też kiedyś myślałam, że wszystko chcę robić sama, ale po przygodach na Filipinach, a później właśnie w Malezji, doceniłam jak fajnie się zwiedzać w towarzystwie kogoś, kto zna dany teren jak własną kieszeń. Tyle można się dowiedzieć!

    1. Gosia, zgadzamy się, tylko zawsze wahamy się mocno, bo jednak wycieczka z przewodnikiem to droga impreza i o ile ma się gwarancję, że przewodnik rzeczywiście jest fachowcem to pół biedy i wtedy rzeczywiście każda wydana złotówka „zwraca się” podwójnie w postaci wiedzy. Tak było właśnie z Ecocameron w Tanah Rata. Gorzej kiedy przewodnik jest lichy. Zdarzyło nam się tak na przykład w Chile na pustyni Atacama. Podczas wycieczki przechodziliśmy przez imponujący tunel, a tworzące go skały miały piękne kolory ułożone w równiutkie warstwy – mały cud geologii! Na naszą prośbę o wyjaśnienie procesu i tylu kolorów, nasz przewodnik powiedział nam, że „są to kolorowe warstwy skał i potrzeba było wielu tysięcy (sic!) lat, żeby powstały.” Koniec wyjaśnienia 😀 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top