skip to Main Content
Jak Wyjechać Z Murgab? Pożegnanie Z Pamir Highway

Jak wyjechać z Murgab? Pożegnanie z Pamir Highway

print
Murgab wita nas deszczem. Klimat jest wyraźnie łagodniejszy. W zasadzie od razu wpadamy na kierowcę, którego poznaliśmy w Aliczur. Wiózł dwójkę turystów, ale teraz się z nimi rozstał i ma do odbioru kolejnych klientów. Tym razem w Karakul, blisko granicy z Kirgistanem. Szuka chętnych na odcinek Murgab – Karakul. Gdyby jechał jutro, skorzystalibyśmy bez wahania. Chcemy jednak spędzić chociaż jeden dzień w Murgab. Zobaczyć słynny kontenerowy bazar, pomnik Lenina i dolinę Pshart. 

Luksusy w Murgab

Z ulicy zgarnia nas Tulfabek, właściciel małego guesthouse’a przy głównej drodze w Murgab. Bez negocjacji, Tulfabek proponuje nam pokój ze śniadaniem za 60 somoni od osoby. Do dyspozycji mamy też zachodnią toaletę, a nawet gorący prysznic! Nasz pokój jest fantastyczny. Jako jedyni goście, dostajemy najlepszy – z prywatnym wejściem, pamirskim łóżkiem i dwoma kanapami, na których możemy leżeć i czytać książki. 

Tutaj po po raz pierwszy od pobytu w Chorog czujemy, że jesteśmy znowu w tętniącym życiem miasteczku. Takie wrażenie mamy w południe kiedy kontenerowy bazar tętni życiem, a ulice pełne są dorosłych i dzieci. Popołudniu wszyscy znikają. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Murgab staje się cichym, prawie wymarłym miasteczkiem. 

Murgab

Murgab

Jak wyjechać z Murgab?

W zasadzie od przyjazdu myślimy o transporcie z Murgab. O ile w kierunku Aliczur i Chorog nie ma z tym najmniejszego problemu (sznury ciężarówek z Chin), o tyle w kierunku kirgiskiej granicy nie jedzie nic. Tadżyckie ciężarówki odbijają na Kaszgar w Murgab i odcinek do kirgiskiego Sary Tasz jest jednym z najtrudniejszych na łapanie autostopa. Na tej trasie w zasadzie nie ma regularnego transportu. Albo zapłacisz słono za taksówkę na odcinek, który cię interesuje albo za taksówkę do Osz. Cena za miejsce to 150 – 200 somoni i czujemy, że będzie to nasza jedyna opcja. Zanim jednak się zdecydujemy chcemy zorientować się jak wyglądają nasze szanse na autostopa. 

Pshart Valley

W tym celu następnego dnia z rana ruszamy do Pshart Valley. To piękna dolina kilka kilometrów na północ od Murgab. Odchodzi od Pamir Highway na zachód, jest więc dobrym miejsce na przetestowanie stopa. W zasadzie od razu łapiemy podwózkę. Miły kierowca wysadza nas przy wejściu do doliny. Rozmawiamy chwilę, usiłując wcisnąć mu do ręki kilka somoni za podwózkę. Jest nieugięty. Tłumaczy nam też, że nie mamy co liczyć na autostopa do granicy. Jedyne samochody, które jeżdżą to te z turystami, a oni nie zabierają autostopowiczów. Poza tym jest ruch lokalny, ale tylko do maleńkich wsi otaczających Murgab. Nie pozostaje nam nic innego jak dzielona taksówka do Osz. 

Murgab

Na razie przed nami spacer księżycową doliną Pshart. Maszerujemy szeroką i suchą doliną, otoczoną kolorowymi górami. Krajobraz jest całkowicie księżycowy. Czujemy jakbyśmy byli jedynymi ludźmi na ziemi. Nie słychać ptaków, samochodów ani innych ludzi. Nie ma drzew ani krzewów, jedynie ostre trawy i kamienie. Z początku wydaje się, że w dolinie Pshart nie ma życia, jednak po kilku kilometrach dostrzegamy daleko pasterza ze stadem owiec i samotny dom na zboczu gór. Pasterz chyba też nas zauważył, ale zamiast się zbliżać, wyraźnie się oddala w stronę gór. Szanujemy jego prywatność i podążamy doliną. Do powrotu zmusza nas burza, która pojawia się znikąd. Palące słońce nagle znika, a turkusowe niebo chowa się pod grubą warstwą chmur, z którym momentalnie zaczynają spadać grube krople deszczu. Targa nami silny wiatr, który powoduje, że czujemy każdą kroplę na naszej twarzy podwójnie albo i potrójnie. Zamiast spokojnie iść, napieramy pod wiatr. Burza kończy się tak samo szybko jak się zaczęła. Znowu robi się gorąco. Kurtki momentalnie schną, a na naszych czołach widać kropelki potu. Niestety nie mam szczęścia w drodze powrotnej. Przez siedem kilometrów dzielących wejście do doliny Pshart od Murgab nie przejeżdża ani jeden samochód. 

Murgab

Murgab

Murgab nie chce nas wypuścić

Następnego dnia nie liczymy na autostop, ale idziemy od razu na postój dzielonych taksówek. Znamy cenę – za trasę do Osz powinniśmy zapłacić między 150 a 200 somoni. Mamy szukać samochodów na kirgiskich numerach. Niestety nie sprzyja nam szczęście. Większość jeepów jedzie do Chorog, a te które jadą do Murgab nie są w ogóle zainteresowane dwójką turystów, jeśli ta nie chce zapłacić 500 somoni. Nie. Nie chcemy. Słyszymy różne argumenty. Że paliwo drogie, że łapówki dla pograniczników, że jesteśmy turystami, więc mamy zapłacić więcej, że mamy pieniądze. Mija godzina za godziną. Widzimy, że Kirgizi płacą 180 somoni. Od nas kirgiscy kierowcy chcę dwa, a nawet trzy razy tyle. Nie jesteśmy sami. Dołącza do nas para ze Słowenii. Naiwnie zakładam, że we czwórkę znajdziemy kierowcę w okamgnieniu. Szybko zapomniałam o pazerności kirgiskich kierowców. Mija kolejna godzina, a nam udało się zbić cenę do 300 somoni. To nadal prawie dwa razy więcej niż płacą Kirgizi. Powoli trafia nas szlag. Victor i nasz słoweński kolega rzucają przekleństwami i zaczyna się robić nerwowo. Rezygnujemy. Spędziliśmy blisko pięć godzin usiłując znaleźć miejsce w dzielonej taksówce. Pomagał nam nawet kierowca, który wczoraj podwiózł nas do doliny Pshart. Okazało się, że jego jeep również robi za taksówkę, ale niestety nie jeździ do Kirgistanu. Jego samochód jest na tadżyckich numerach i kirgiscy pogranicznicy robią ogromne problemy (czyt. oczekują ogromnych łapówek) i dlatego granicę przekraczają tylko kirgiskie samochody albo Tadżycy, mający dobre układy. 

Wściekli wracamy do Tulfabeka. Mamy dość Murgab i pazerności Kirgizów. Dołączają do nas Słoweńcy, a potem jeszcze jedna para turystów, którym również nie udało się wyjechać z Murgab. Ponieważ ściągamy wszystkich do guesthouse’u Tulfabeka, ten obiecuje nam pomóc. Do wieczora jednak nie wiemy nic. Z samego rano Tulfabek przyprowadza kierowcę, który jedzie do Osz. Oczywiście Kirgiz, który na dzień dobry rzuca nam 300 somoni od osoby. Solidarnie śmiejemy się w głos i wysyłamy go gdzie pieprz rośnie. Po godzinie wraca (nie znalazł innych pasażerów?) i ze skruszoną miną zgadza się na 200 somoni. Nie zastanawiamy się dwa razy i jedziemy! 

Słowne tortury

Przed nami 10 – 12 godzin jazdy z tak gadatliwym Francuzem, że po godzinie mam ochotę popełnić morderstwo doskonałe. Gość nie zamyka się nawet na chwilę. Nigdy chyba nie miałam (nie)przyjemności przebywać z kimś, kto mówiłby w sposób tak kompulsywny. Jest w dodatku arogancki i głupi. I siedzi obok mnie. Co za koszmar! Całe szczęście widoki są tak piękne, że mogę się wyłączyć. Wydaje się, że Francuzowi wystarczy obecność kogoś obok. Nie oczekuje uwagi ani odpowiedzi. Cudownie, mogę skupić się na podziwianiu księżycowego krajobrazu Pamiru. Ostatnia szansa! Za kilka godzin wjedziemy do Kirgistanu i górzysta pustynia ustąpi miejsca zielonym pastwiskom. 

Bajkowy Karakul

Pierwszym przystankiem jest Karakul. Zżymam się odrobinę w środku, bo miasteczko sprawia przyjemniejsze wrażenie niż Murgab, a okolica jest oszałamiająca! Turkusowe wody jeziora są idealnym lustrem dla otaczających gór. Prosta linia drogi ciągnie się jak okiem sięgnąć w kierunku Murgab, a pozostałości starej granicy oddzielającej dwa światy sprawiają nieco makabryczne wrażenie. Ostatnie pamirskie domy i tęskny wzrok za tym, co skradło moje serce. Przed nami przełęcz Kyzyl Art i granica tadżycko – kirgiska. 

Czeka nas wspinaczka na przełęcz, gdzie stoją baraki tadżyckich pograniczników. Jeśli Aliczur wydawało mi się miejscem mało przyjaznym do życia, to co widzę tutaj powoduje, że włosy stają mi dęba. Jest zimno i wietrznie, a jest środek lata! Toaleta to drewniany wychodek nad przepaścią, a baraki, w których żyją i pracują żołnierze nie oferują nawet podstawowych wygód. Jest jednak telewizja, jak informuje mnie dziewiętnastoletni żołnierz, któremu przyjdzie tu pracować przez kolejne kilka miesięcy. Nuda aż piszczy, więc chłopaki mogą oglądać piłkę nożną. Inną rozrywką są rozmowy z turystami. 

Ziemia niczyja

Kolejne kilometry to ziemia niczyja. Zjeżdżamy ostro w dół. O dziwo przy drodze stoją zamieszkałe domy. Podobno żyją tutaj rodziny, które zimą zajmują się odśnieżaniem drogi. Jednak naszymi głównymi towarzyszami są świstaki, które w zastraszającej ilości biegają wzdłuż drogi. Są śliczne i śmieszne. Puchate, włochate i całkiem spore, a do tego bardzo szybkie. Nad nami koła zataczają orły. Namierzają obiad…

Welcome to Kirgistan

Kirgistan to inny świat. Kiedy przekraczamy kirgiską granicę wszystko robi się zielone. Zjechaliśmy pewnie ze dwa kilometry w pionie. Powietrze jest łagodne, a zamiast ostrych traw, otaczają nas kwiaty. Gdzie by nie spojrzeć widać konie. Dziesiątki pasących się koni. Kirgistan. Nic dodać, nic ująć. 

Droga do Sary Tash jest równie malownicza. Potężna lodowa ściana Piku Lenina niesamowicie kontrastuje z soczystą zielenią pastwisk. Niesamowita okolica i jaki kontrast dla jałowego Pamiru! A potem niesamowite serpentyny w górę i w dół i po kolejnej godzinie z hakiem kończą się góry. Wjeżdżamy w okolice Kotliny Fergańskiej. Żegnaj Pamirze, kiedyś wrócimy!

 Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!

The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Back To Top