Prawda o Birmie. Emma Larkin „Spustoszenie”
Dziewięć lat temu cyklon Nargis uderzył z całą siłą w południowo-zachodni kraniec birmańskiej delty Irawadi, niszcząc po drodze wszystko co napotkał – przede wszystkim domy ubogich wieśniaków. Nie oszczędził też byłej stolicy kraju, miasta Rangun. Śmierć poniosło 138 000 osób (to oficjalne statystyki, rzeczywista liczba ofiar mogła być wyższa), dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy osób uznano za zaginione, a bez dachu nad głową pozostało 2,4 miliona Birmańczyków (!). Prawda o Birmie nie jest łatwa. Ten coraz popularniejszy cel turystycznych eskapad ma za sobą trudną przeszłość, a od niedawna idzie po cierniowej ścieżce ku demokracji. Emma Larkin w bardzo dobrej, acz trudnej książce „Spustoszenie” podejmuje się zadania karkołomnego – dotarcia do prawdy o Birmie.
2008 r. Kataklizm
Cyklon Nargis służy Larkin za punkt wyjścia, pretekst do szerszych rozważań na temat aktualnych przemian w Birmie. Jednak przez pierwsze strony książki cyklon, a raczej jego ofiary i obojętność władz wobec kataklizmu są jej głównym bohaterem. Larkin podkreśla, że kiedy Nargis uderzył w deltę Irawadi, na świecie nikt w zasadzie nie wiedział jak kształtuje się sytuacja. Nieznana była liczba ofiar ani rozmiar szkód. Linie elektryczne i telefoniczne zostały zerwane, co wydawało się być na rękę rządzącej juncie, która zachowywała się tak jak gdyby nic się nie stało, zaniżając od początku liczbę ofiar i poziom zniszczeń, marginalizując wręcz zasięg kataklizmu. Co gorsze, junta skutecznie odrzucała jakąkolwiek międzynarodową pomoc, choć, jak pisze Larkin:
Oddając głos poszkodowanym, Larkin nie cofa się przed pisaniem prawdy. Wiele historii jest wstrząsających – osierocone dzieci, tysiące zwłok pływających rzekami i strumieniami w delcie, szerzące się choroby, zmiecione z powierzchni ziemi domy. Co ciekawe, Larkin wstrzymuje się od bezpośredniego obwiniania czy oceniania – chłodno opisuje obojętność władz na rozmiar tragedii. Przemawia słowami Birmańczyków, ukazując ich osobiste dramaty. Dociera do najuboższych, którzy przed cyklonem wiedli proste życie. Po cyklonie nie zostało im nic. Atmosferę doskonale opisuje ten krótki cytat:
„Spustoszenie” Larkin to nie tylko historia cyklonu Nargis. To szersza próba ukazania tego, co spowodowało przemiany, których skutki widzieliśmy w Birmie kilka tygodni temu. Dzisiaj Birmańczycy nie boją się rozmawiać z obcokrajowcami. Nie muszą też tego robić po kryjomu. Ściany w domach, restauracjach i hotelach ozdabiają zdjęcia Aung San Suu Kyi, a mieszkańcy Rangunu, Mandalay i innych miast z dumą noszą koszulki z logo Narodowej Ligi na Rzecz Demokracji.
Birma kiedyś
Jednak droga ku wolności i demokracji nie była łatwa. Zapewne mało kto pamięta, że jeszcze w pierwszej połowie XX wieku Birma była jednym z najzamożniejszych krajów regionu. Obfitująca w surowce mineralne i sprzyjające warunki dla rozwoju rolnictwa, była jednym z największych eksporterów ryżu. Brutalne dyktatury, który dławiły kraj od lat 60-tych uczyniły kraj jednym z najbardziej zacofanych i izolowanych. Rządzący przez ponad 20 lat Ne Win doprowadził do zapaści gospodarczej. Birma zamknęła się całkowicie dla świata zewnętrznego. Niestety Larkin w swojej książce nie daje tak szerokiego kontekstu, koncentrując się na najbliższej przeszłości, tj. rządach generała Than Shwe, który przejął władzę w 1988 roku. Dyktatura ta za nic miała wyniki wyborów przeprowadzonych w 1990 roku, które wygrała Narodowa Liga na Rzecz Demokracji. Aung San Suu Kyi, przywódczyni birmańskiej opozycji i symbol demokracji przebywała w areszcie domowym od 1988 roku, a wspomniane wyniki wyborów zostały anulowane.
2007 r. Bunt i szafranowa rewolucja
Larkin doskonale przedstawia genezę społecznego buntu, narastającego napięcia dławiącego birmańskie społeczeństwo. Za punkt krytyczny uznaje ona niekwestionowaną, acz bardzo kontrowersyjną decyzje Than Shwe o przeniesieniu stolicy z Rangunu daleko na północ. W tym celu generał buduje nowe miasto, Naypidaw czyli „królewskie miasto” lub „siedziba królów”. Nowa stolica powstaje pośrodku niczego i może być uznana za kaprys szalonego Than Shwe. Kaprys ten kosztuje bagatela kilka miliardów dolarów. Co ciekawe, Larkin podaje, że:
Jednak nie samo przeniesienie stolicy doprowadziło do społecznego wzburzenia, ile jego konsekwencje. Astronomiczne koszty powstania nowej stolicy doprowadziły do gwałtownego (z dnia na dzień) podniesienia cen gazu i benzyny. Przełożyło się to na wzrost cen podstawowych produktów. W kraju takim jak Mjanma, gdzie bieda jest powszechna, a większość Birmańczyków z trudem wiąże koniec z końcem „decyzja ta oznaczała katastrofę ekonomiczną”, jak pisze Larkin.
Nie mając niemalże nic do stracenia, ludzie wyszli na ulicę. Pierwszy protest miał miejsce na ulicach Rangunu 19 sierpnia 2007 roku i spotkał się z bardzo ostrą reakcją rządu generałów. Momentalnie aresztowano dziesiątki ludzi. Kolejne mniejsze protesty były zduszane w zarodku, a protestujący tajemniczo przepadali w birmańskich więzieniach. Rząd uformował nieumundurowaną formację, która uchodząc za cywili, brutalnie czyściła społeczeństwo z tych, którzy okazali niezadowolenie z rządu. W tym momencie do gry wkroczyli mnisi. Wyszli oni na ulicę w pokojowym marszu. Wojsko nie pozostało bierne i kiedy mnisi nie zaprzestali marszu pomimo oddanych przez żołnierzy strzałów ostrzegawczych, zaczęto bić mężczyzn w pomarańczowych szatach.
Larkin wyjaśnia:
Protest mnichów nie zakończył się wraz z agresją wojskowych. Mnisi użyli swojej najsilniejszej broni – rytualnej kary nazywanej odwróceniem misy na jałmużnę. To najdotkliwsza kara, jaką ma do dyspozycji mnich. Jest to równoznaczne z wykluczeniem osoby, której odwraca się misę z udziału w ceremoniach religijnych, a także z „pozbawieniem posługi religijnej związanej z obrzędami przejścia, od narodzin do śmierci”. Innymi słowy, dochodzi do wiecznego potępienia. Protesty trwały dalej i rosły w siłę. Obecność mnichów uskrzydlała Birmańczyków i dodawała im odwagi.
Marsze i protesty odbywały się niemal codziennie, a liczba protestujących sięgała nawet stu tysięcy. 25 września 2007 roku reżim zareagował. Wprowadzono stan wojenny, na ulice wyszło wojsko, w tym snajperzy z ostrą bronią. Następnym krokiem było zamknięcie protestujących w więzieniach i odcięcie internetu aby świat nie mógł zobaczyć co dzieje się w Birmie. Szafranowa rewolucja została skutecznie zmieciona przez opętanego Than Shwe. To co pozostało to tysiące osób (w tym mnichów) w więzieniach, atmosfera panicznego strachu i głębokie rozczarowanie, że rząd generałów pozostaje u władzy.
Larkin doskonale oddaje klimat tych dni – początkowo w Rangunie obserwując pozornie normalne życie, które wróciło do tej „nienormalnej normalności” z dnia na dzień. Zagląda jednak głębiej. Zauważa nieobecność mnichów, niechęć Birmańczyków do rozmowy w obawie przed wojskowymi szpiegami; następnie w Mandalay rozmawiając z nielicznymi mnichami zamieszkującymi opustoszałe klasztory. Wplatając historię swoich przyjaciół i znajomych Larkin, może nieco chaotycznie, ale szczerze, ukazują inną twarz Mjanmy – twarz zmęczonych Birmańczyków, którzy zastanawiają się ile w nich jeszcze siły.
Prawda o Birmie boli. Spacerując ulicami Rangunu i Mandalay zastanawiałam się skąd w tych ludziach tyle życzliwości i pogody ducha. Mają za sobą tak mroczną historię, tyle wyzwań przed nimi. Droga ku demokracji nie jest usłana różami. Birma nadal targana jest konfliktami wewnętrznymi, a choć po demokratycznych wyborach władzę przejęła Aung San Suu Kyi, stoją przed nią ogromne wyzwania. Kraj nadal boryka się ze skrajnym ubóstwem i niedożywieniem. Na surowcach mineralnych coraz gęściej kładą ręce nie tylko Chińczycy. Junta generałów, choć w mniejszości, nadal bierze czynny udział w życiu politycznym czekając na błąd narodowej bohaterki.
Pisząc ten tekst przyświecał mi jeden cel – przybliżyć nieco trudną historię Birmy. Książka „Spustoszenie” Emmy Larkin jest doskonałym wprowadzeniem w ten trudny temat. Przeplatając polityczne wydarzenia z bogatą birmańską mitologią, przesądami i tradycjami, pomaga trochę lepiej zrozumieć ten fascynujący kraj. Nie pozwoliła mi jednak zrozumieć skąd Birmańczycy czerpią siłę, żeby na ich twarzach tak często gościł uśmiech.
Emma Larkin „Spustoszenie”
tł. Agnieszka Nowakowska
2013, Wydawnictwo Czarne
Bądźmy w kontakcie!
- Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
- Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
- Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.
Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!
Kasia
Ostatnie wpisy Kasia (zobacz wszystkie)
- Islandia. Rozczarowanie i porażka - 30/11/2020
- Tu i teraz (14) Polska 2020: powrót do „normalności” (?!) - 15/11/2020
- Islandzkie wodospady (1) Fitjarfoss, Hraunfossar i Barnafoss - 14/07/2020


Comments (0)