skip to Main Content
Chorog

Chorog, stolica Pamiru

Kiedy zmęczeni ale szczęśliwi dojeżdżamy do miasteczka Chorog (stolica Pamiru) mamy siłę tylko na prysznic i chińską zupkę, po zjedzeniu której padamy jak wywłoki. Dwanaście godzin w samochodzie, choć minęło szybko (bo jak może być inaczej przy takich widokach – klik tutaj), to jednak dwanaście godzin ciągłego zapylenia, palącego słońca i rzucania na wertepach. 

W Chorog jest luksusowo – dwójka z łazienką (ciepła woda!) i świadomość, że nie musimy się nigdzie spieszyć. Pogoda dopisuje, nie doskwiera nam już straszliwy upał z Duszanbe. Wieczorem wieje wiaterek, a ilość gwiazd na niebie oszałamia. 

Niby mieliśmy Chorog potraktować tylko jako punkt tranzytowy i w miarę sprawnie ruszyć w Korytarz Wachański, ale już pierwszego dnia okazuje się, że plany trzeba zweryfikować. Miasto jest sparaliżowane, bo w odwiedziny przyleciał helikopterem ważny gość. Książę Aky Muhammad Aga Chan, syn duchowego przywódcy Pamiru – Agi Chana IV. 

I choć ulice Chorog są upstrzone szkaradnymi portretami prezydenta, w sercach Pamirczyków najważniejsze miejsce zajmuje nie diabelsko wyglądający Rahmon, a właśnie Aga Chan IV. 

Aga Chan IV

Nie sposób być w Pamirze i nie wiedzieć kim jest Aga Chan IV. Jego zdjęcie znajdziesz w każdym pamirskim domu i na pewno nie raz usłyszysz pytanie: „Wiesz kim jest Aga Chan IV?” No właśnie. Kim jest? 

Filantropem, milionerem i imamem ismailitów – liberalnego odłamu szyizmu, bardzo popularnego w Tadżykistanie. To Aga Chan dba o Pamir, a w Wachanie jest wielbiony niczym bóg. Trudno się dziwić. Podczas wojny domowej to on uratował Pamirczyków od śmierci głodowej. I to on pompuje pieniądze. Buduje kanały nawadniające pola, kliniki, szkoły. To on zapewnia dzieciom podręczniki, a nastolatkom umożliwia pójście na uniwersytet. To dzięki niemu w Pamirze będzie ci się łatwiej dogadać po angielsku niż w jakimkolwiek innymi regionie środkowoazjatyckich „Stanów”. I tak. Aga Chan IV nie oczekuje niczego w zamian. Kocha Pamir i w sumie doskonale go rozumiem.

Trudno się zatem dziwić, że wizyta syna Agi Chana IV w Chorog jest ogromnym wydarzeniem. Tłoczymy się wzdłuż głównej drogi, czekając na samochód z księciem. Wszyscy chcemy go zobaczyć. Niestety nie mamy szczęścia, a raczej cierpliwości… Zamiast stać na ulicy w palącym słońcu namierzamy bazar i knajpkę nad rzeką, w której serwowane jest piwo z kija. Siadamy w cieniu, sączymy piwo i podziwiamy otaczające nas ze wszystkich stron góry. 

Centrum Chorog wyznaczone jest przez dwa punkty: bazar i Centralny Park. Bazar jak to bazar – jest pełen charakteru i chaosu. Na stoiskach piętrzą się góry wszystkiego: dorodnych arbuzów i melonów, malinowych pomidorów, w oczy szczypią cebula i czosnek, chińskie podróbki zegarków, małych radyjek, plastikowe klapki, mydło w ogromnych kostkach sprzedawane na wagę, różnej grubości sznury i druty, narzędzia i ubrania. Na bazarze w Chorog trzeba mieć oczy dookoła głowy i bynajmniej nie dlatego, że ktoś może zajrzeć ci do kieszeni. O to nie trzeba się martwić. Trzeba za to uważać na tragarzy, którzy biegają z obładowanymi do granic przyzwoitości wózkami, dostarczając zakupione towary do dzielonych taksówek i marszrutek. To tutaj bowiem zaopatrują się mieszkańcy tych bliższych i dalszych wsi. A zakupy robi się hurtowo. Nikt nie kupi kilograma mąki, ale 20 albo 30. Po wizycie na bazarze spacerujemy po parku. Podglądamy miejscowych – kąpiące się w sztucznym jeziorku dzieci, nieśmiało trzymające się za ręce pary i matki z dziećmi. Przepytujemy też pracowników informacji turystycznej PECTA i napełniamy płuca czystym pamirskim powietrzem.

Kolejnego dnia ruszamy do ogrodu botanicznego. To podobno najwyżej położony ogród botaniczny na świecie. 

I rzeczywiście trzeba się wspiąć, ale mamy szczęście – wypasiona terenówka niemieckiej organizacji pozarządowej wwozi nas na górę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znajdujemy się w tajemniczym ogrodzie. Jedyne co psuje pierwsze wrażenie to szkaradna posiadłość prezydenta Rahmona, ale całe szczęście potem jest tylko lepiej. Dające upragniony cień drzewa, odurzający zapach kwiatów, cisza, przerywana jedynie bzyczeniem owadów. Dookoła góry i ani żywej duszy. Idealne miejsce na piknik i wyciszenie. 

Khorog

Nasz pobyt w Chorog zbiega się nie tylko z wizytą księcia. Zupełnie przypadkiem trafiamy również na obchody Narodowego Święta Jedności. 27 czerwca od rana zauważamy inną energię w mieście. Samochodów jest mniej, ludzie spacerują odświętnie ubrani, a niektóre sklepy są zamknięte podczas kiedy wszędzie stoją kramy z lodami i lemoniadą. Podążamy za większością w kierunku parku, a tam scena, muzyka na żywo, tańce i występy. Oczywiście nad sceną obserwuje wszystko masakryczny Rahmon, choć i tak wiemy, że w sercach mieszkańców jest miejsce tylko dla Agi Chana. Popołudniu robimy ostatnie zakupy, dopakowujemy plecaki i jesteśmy gotowi na podbój Korytarza Wachańskiego. 

Informacje praktyczne

Chorog jest dość sporym miasteczkiem, choć samo centrum jest kompaktowe i bez problemu można poruszać się pieszo. Jeśli jednak chcesz wybrać się gdzieś dalej (np. do ogrodu botanicznego), po mieście kursują trzy marszrutki (podróż kosztuje 2 somoni). 

„Cantrum” miasta ciągnie się między bazarem a Parkiem Centralnym. To tutaj znajdują się sklepy, restauracje i jadłodajnie. Warto zajrzeć McDolanda i KFC, czyli Khorog Fried Chicken. Nie można odmówić mieszkańcom fantazji i poczucia humoru 😀 My stołowaliśmy się we własnym zakresie (pyszne sery, pomidory i ciepły chleb kupiony w piekarni na bazarze) i w czajchanie Murgab, obok mostu między bazarem a postojem taksówek do Langar (tanie piwo z kija, dobry plow). 

Kiedyś w Chorog była jednak opcja noclegowa – legendarny Pamir Lodge. Miejsce spotkań rowerzystów i turystów podróżujących własnymi motocyklami i samochodami. Dla nas Pamir Lodge był zbyt daleko centrum, postawiliśmy więc na mały hotel w bocznej uliczce. Do Nazarbayg Hostel dysponuje prostymi pokojami z łazienką (ciepła woda!). Jest też kuchnia do dyspozycji. Na miejscu można negocjować cenę, szczególnie przy pobycie dłuższym niż 1 noc. 

Wyjazd z Chorog nie powinien nastręczać trudności. Dzielone taksówki w kierunku Murgab i Duszanbe ruszają z okolic bazaru. Jeśli chcesz jechać w stronę Korytarza Wachańskiego, przejdź przez most na bazarze. Po prawej stronie znajduje się postój taksówek do Iszkaszim i Langar. Ceny oczywiście trzeba ostro negocjować. Jak zwykle doradzam ściągnięcie aplikacji maps.me na telefon. Na mapie doskonale widać lokalizację punktów, gdzie zbierają się kierowcy. 


Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!


The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

This Post Has 0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Back To Top
Translate »