Alternatywny Ubud i balijskie świątynie
Nasz pobyt w Ubud był raczej mało tradycyjny. Nie zrobiliśmy wycieczki śladami bohaterki „Jedz, módl się i kochaj” (swojego Javier Bardema mam pod ręką, nie muszę go szukać ;D), nie poszliśmy na kurs jogi, nie zjedliśmy wegańskiego lunchu w knajpie serwującej posiłki przygotowane tylko i wyłącznie z organicznych produktów i nie kupiliśmy ani pamiątek ani hipisowskich ubrań (choć niektóre były całkiem ładne). Za to postawiliśmy sobie jeden cel – alternatywny Ubud i balijskie świątynie.
Nasz alternatywny Ubud rozpoczął się kiedy z pełną premedytacją zarezerwowaliśmy hotel w dość sporej odległości od centrum. Dojazd do Ubud zajmował nam ok. 20 minut. Zamiast hałasu, pyłu, spalin i naganiaczy cieszyliśmy się pianiem kogutów, kwakaniem kaczek i widokami pól ryżowych (a jakże!). Do dyspozycji mieliśmy klimatyzowany pokój z cudowną łazienką na świeżym powietrzu z obłędnymi widokami i basen, a do towarzystwa przesympatycznych właścicieli, którzy codziennie rano przygotowywali nam najlepsze naleśniki z bananem. A samo Ubud? Być może trochę po macoszemu, ale obskoczyliśmy je w jeden dzień. Za to resztę czasu mieliśmy na balijskie świątynie – te bardziej i mniej popularne.


Balijskie świątynie
Kto był na Bali, ręce do góry! Jeśli znasz Bali, wiesz doskonale, że świątyń tu nie brakuje. Wyspa zapełniona jest większymi i mniejszymi miejscami kultu. W niemal każdym domu znajduje się mała kapliczka, a ci z zasobniejszym portfelem mogą sobie pozwolić nawet na małe świątynie. Dlatego szybko zdaliśmy sobie sprawę, że naszym największym problemem na Bali będzie zdecydowanie które świątynie chcemy zobaczyć. Zależało nam na dokonaniu selekcji, nie chcieliśmy zobaczyć tylko tych „instagramowych” i odwiedzanych przez hordy turystów. Chcieliśmy trochę podejrzeć mieszkańców oddających się modlitwie i składających ofiary, a nie turystów cykających selfie. Ostatecznie postawiliśmy na następujące (kolejność przypadkowa):
Pura Penataran Sasih
Mała i niepozorna, znajduje się vis a vis bazaru w Pejeng. Spodobała nam się, bo choć nieszczególnie okazała, sprawiała wrażenie nietkniętej masową turystyką. Starszy pan wypożyczył sarong i delikatnie wskazał na skrzyneczkę z datkami. Mieliśmy szczęście, bo trafiliśmy na moment modlitwy i składania ofiar.
Pura Samuan Tiga
Kolejna zupełnie nieturystyczna świątynia. Przyjechaliśmy wczesnym popołudniem. Lekko onieśmieleni, nie byliśmy pewni czy możemy wejść. Sarongi leżały na kupce przy wejściu, nie było ani skrzynki na datki ani osoby pobierającej opłatę. Czekaliśmy, zaglądając przez bramę i kilka wchodzących akurat osób zaprosiło nas do środka. Okazało się, że również i tutaj trafiliśmy na lokalną celebrację. Elegancko ubrane kobiety z gracją wnosiły po stromych schodach wysokie kosze z owocami. Dzieci bawiły się w cieniu, a mężczyźni rozmawiali i palili papierosy. Bardzo przypadła nam do gustu ta świątynia. Polecamy!


Pura Beratan
Balijski must see i jedna z głównych wodnych świątyń wyspy bogów. To, co czyni ją wyjątkową to położenie. Znajduje się nad jeziorem Beratan i rzeczywiście jest to miejsce fotogeniczne. Zresztą do 2016 r Pura Beratan ozdabiała banknot 50 000 rupii. Wszystko to przekłada się na popularność. Już sam parking lekko przeraża. Osobna część dla motocykli, osobna dla samochodów, minibusów i… autokarów! Potem kasa parkingowa, kasa biletowa, osobno płatne toalety. Podobno Pura Beratan bardzo zmienia się podczas balijskich świąt. Wtedy rzeczywiście pełni bardzo ważną funkcję dla religijnych mieszkańców wyspy. Jednak na codzień to bardziej turystyczna pułapka niż świątynia. I szczerze? Lekkie rozczarowanie. Być może nasz odbiór byłby inny gdybyśmy trafili na obchody lokalnych świąt. A tak, czuliśmy się jak przed Buckingham Palace. Wszyscy cykający selfie i pozujący do „skaczących” zdjęć. I pomyśleć, że i tak mieliśmy szczęście, bo byliśmy wcześnie rano zanim parking zapełnił się autokarami z turystami. Zrobiliśmy kilka zdjęć i zaszyliśmy się w dobrze utrzymanym ogrodzie, a po chwili uciekliśmy do tarasów ryżowych Jatiluwih (pisałam o nich tutaj – klik)
Pura Taman Ayun
Kolejna świątynia, do której trafiliśmy zupełnie przypadkiem. Wracając z tarasów ryżowych Jatiluwih, naszą uwagę przykuł ładny zielony park rozciągający się wzdłuż ulicy. Ku naszemu zaskoczeniu, park okazał się otoczeniem dla okazałej świątyni. Pura Taman Ayun została zbudowana w XVII wieku i robi wrażenie. Uroku dodaje zacieniony i dobrze utrzymany park. Szkoda tylko, że główny kompleks budowli nie jest otwarty dla zwiedzających.

Pura Gunung Kawi
Gunung Kawi jest zupełnie inna od wszystkich innych świątyń, które widzieliśmy na Bali. Malowniczo położona wśród skał nad rzeką Pakerisan jest nie tylko świątynią, ale i miejscem, gdzie w XI wieku wykuto w skale dziesięć potężnych grobowców. Już same widoki po drodze warte są opłaty za wstęp. Pola ryżowe i bujna dżungla robią duże wrażenie. A sam kompleks jest bardzo urokliwy, szczególnie późnym popołudniem kiedy nie ma wielu turystów. Naprawdę warto!

Tirta Empul
Świątynia świętej wody jest jedną z najważniejszych świątyń dla Balijczyków. Legenda głosi, że to właśnie tutaj bije źródło z wodą mającą uzdrawiające i oczyszczające właściwości, a kąpiel w świątynnych basenach jest rytuałem, któremu poddają się zarówno Balijczycy jak i turyści.
Do Tirta Empul robiliśmy dwa podejścia. Za pierwszym razem przestraszył nas zapchany do granic przyzwoitości parking (było późne popołudnie). Po miłej rozmowie z parkingowym doszliśmy do wniosku, że wrócimy z samego rana i był to doskonały wybór. Około 7 rano w świątyni zastaliśmy tylko Balijczyków i mogliśmy zarówno w spokoju obserwować rytualną kąpiel jak i modlitwy wiernych na głównym dziedzińcu.




- Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
- Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
- Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.
Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!
Kasia
Ostatnie wpisy Kasia (zobacz wszystkie)
- Islandia. Rozczarowanie i porażka - 30/11/2020
- Tu i teraz (14) Polska 2020: powrót do „normalności” (?!) - 15/11/2020
- Islandzkie wodospady (1) Fitjarfoss, Hraunfossar i Barnafoss - 14/07/2020













Comments (0)