skip to Main Content
Wiza Studencka W Australii

Wiza studencka w Australii

Jeśli myślisz o Kangurolandii i marzy ci się pobyt dłuższy niż trzy miesiące (a 30-te urodziny masz już za sobą i nie kwalifikujesz się do wizy Work & Holiday), to jest wysoce prawdopodobne, że wiza studencka w Australii może być tym czego szukasz.

Dlaczego wiza studencka? Bo można ją otrzymać relatywnie łatwo i co, ważniejsze poza studiowaniem uprawnia również do legalnej pracy. Ale jak to w życiu bywa nie wszystko złoto co się świeci. Wiza studencka w Australii ma nie tylko zalety, ale i wady, a w dodatku samo jej posiadanie nakłada sporo ograniczeń. Mam nadzieję, że w dzisiejszym tekście uda mi się rozwiać wszelkie wątpliwości i nakreślić jak to naprawdę jest z wizą studencką.

Czym jest wiza studencka w Australii?

Wiza studencka to wiza przyznawana osobom, które decydują się na studiowanie w Australii w pełnym wymiarze czasu (czyli de facto na pełen etat). Długość przyznanej wizy zależy ściśle od długości kursu, ale sam kurs musi trwać minimum 12 tygodni. Jeśli jest krótszy, australijski Urząd Imigracyjny wychodzi z założenia, że możesz go zrobić w ramach darmowej wizy turystycznej i nie jest ci potrzebna wiza studencka.

Poza studiowaniem, możesz pracować w ograniczonym wymiarze, czyli 40 godzin w cyklu dwutygodniowym, co w praktyce oznacza pół etatu (20 godzin tygodniowo). Ważne! Wiza studencka jest dostępna dla każdego w wieku od 18 do 60 lat.

W zależności od długości kursu otrzymasz od Urzędu w prezencie dodatkowe miesiące (wakacje) kiedy możesz pracować na pełen etat. Dla kursów trwających poniżej 10 miesięcy otrzymasz jeden dodatkowy miesiąc, a dla kursów trwających ponad 10 miesięcy, otrzymasz dwa (czasami podobno trzy) miesiące.

Co mogę studiować?

Oferta edukacyjna w Australii jest bardzo szeroka, a do dyspozycji są oczywiście normalne studia, ale ze względu na bardzo wysokie koszty, większość osób na wizie studenckiej wybiera tańsze kursy zawodowe lub (co zrobiliśmy my) kursy języka angielskiego. Jeśli twój angielski jest niezły i możesz to udowodnić odpowiednim certyfikatem lub egzaminem, koniecznie zainteresuj się kursami zawodowymi. Są tańsze od kursów językowych, a częstotliwość lekcji jest dużo mniejsza. Poza tym można znaleźć naprawdę ciekawe kursy i dość łatwo (i szybko) przekwalifikować się i wyuczyć nowego zawodu. W ostatecznym rozrachunku (jeśli rozegrasz to mądrze i masz trochę szczęścia) może zaowocować prawem stałego pobytu. Jeśli jednak z jakiegoś powodu kursy zawodowe nie są tym czego szukasz, pozostają ci kursy języka angielskiego. Tutaj znowu oferta szkół językowych jest ogromna. Możesz przygotować się egzaminów Cambridge, zrobić IELTS-a czy podszlifować angielski w ramach kursów typu General English. Zajęcia odbywają się codziennie. Lekcje Victora zaczynały się o 17:15, a kończyły o 21:30 z krótką przerwą na kolację. Ciężki kawał chleba, jeśli przy okazji pracujesz. Trzecią opcją, bardzo popularną wśród osób, które przyjeżdżają do Australii w celu długofalowej emigracji jest połączenie kursów językowych z zawodowymi. Tak na przykład zrobili nas znajomi z Wenezueli. Aplikując o wizę, wybrali dwuletni kurs języka angielskiego zakończony egzaminem, który po zdaniu uprawnia do podjęcia kursów zawodowych. Zatem wybrali od razu odpowiedni kurs zawodowy i otrzymali wizę na cztery lata.

Jak wybrać dobrą (i tanią) szkołę?

Od razu chcę rozwiać wszelkie wątpliwości. Trudno mówić o taniej szkole w Australii, ale trzeba dobrze poznać całą ofertę, bo różnice cenowe między szkołami są czasami kosmiczne i to nawet w obrębie jednego miasta.Na przykład w Perth niektóre szkoły liczyły sobie 400 dolarów australijskich za tydzień (to ok. 1000 zł!!!!!), a inne 150. Niezła różnica, co? O ile cena może świadczyć o jakości, to jednak $400 tygodniowo to naprawdę duże pieniądze.

Trudno wypowiadać mi się na temat kursów zawodowych, ale w przypadku szkoły językowej naprawdę warto się rozejrzeć. Mam na myśli opinię innych studentów, czyli innymi słowy reputację i jakość nauki w danej szkole. Szybko zorientujesz się, że niektóre są po prostu fabrykami wiz studenckich i nie warto oczekiwać, że poza samym „byciem” na lekcji i zaliczeniem kursu, wyniesiesz z niego lepszy poziom angielskiego. A jednak kiedy płacisz tak duże pieniądze, dobrze skorzystać z inwestycji.  Swoją drogą kiedy zaczniesz narzekać na chore ceny (lepiej nie przeliczać na złotówki…), wiedz, że obywatele niektórych państw (np. Brazylii, Wenezueli czy Kolumbii) płacą więcej od Europejczyków z paszportami UE. Ot, przykład zarabiania na słabszym… 

Z pośrednikiem czy na własną rękę?

Na początku zaznaczę, że korzystaliśmy z pośrednictwa agencji, ale nie dlatego, że proces jest skomplikowany, lecz ze względu na bonusy finansowe. Koszt wizy to oczywiście sama wiza, kurs językowy i obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. To właśnie ubezpieczenie skłoniło nas do skorzystania z pośrednika, który miał bardzo korzystną ofertę. Cena kursu i wizy była dokładnie taka sama, a na ubezpieczeniu zaoszczędziliśmy $500. Co ważniejsze, nasz pośrednik nie pobrał od nas żadnej prowizji.

Nawet jeśli korzystasz z pomocy pośrednika, to na tobie spoczywa obowiązek przygotowania całej dokumentacji. Pośrednik wypełni aplikację w oparciu o twoje dokumenty i pomoże swoim doświadczeniem, upewni się, że wszystkie dokumenty są jak trzeba, ale odpowiedzialność jest twoja. Zatem nie polegaj w 100% – sprawdź wszystko piętnaście razy – wszystkie daty, numery dokumentów. W naszej aplikacji znalazłam kilka błędów, które trzeba było poprawiać. Teraz z perspektywy czasu uważam, że dobrze zrobiliśmy korzystając z pośrednika. Choć czasami wściekałam się strasznie i odnosiłam wrażenie, że mam podwójną ilość pracy z aplikacją, to jednak chyba nie do końca tak było. Miałam też cały czas świadomość, że jest ktoś poza mną, kto wszystko weryfikuje i trzyma rękę na pulsie. Z drugiej jednak strony, jeśli twój angielski jest na dobrym poziomie i masz trochę czasu i cierpliwości, wypełnienie wszystkich wymogów formalnych i złożenie aplikacji nie powinno nastręczyć trudności.

Jak aplikować? Wiza studencka w Australii krok po kroku

  • Wybierz szkołę i kurs.

Najłatwiej wejść na strony agencji pośredniczących i przejrzeć ofertę. Czasami agencję mają korzystniejsze ceny, czasami warto sprawdzić bezpośrednio w szkole. W naszym przypadku cena u pośrednika i w szkole była dokładnie taka sama.

  • Zapisz się na kurs

Skontaktuj się ze szkołą i ustal jakie warunki musisz spełnić, żeby zostać przyjętym na dany kurs. W zależności od kursu może być to dyplom ukończenia szkoły, certyfikat językowy, etc. Szkoła musi zweryfikować dokumenty, a następnie przesyła ofertę, czyli Letter of Offer. To dobry moment, żeby ustalić warunki płatności. Warto pomyśleć nad rozłożeniem płatności na raty. Wtedy na początku opłacasz tylko pierwszą ratę (która zostanie zwrócona jeśli nie otrzymasz wizy) i bezwrotną opłatę za kurs (normalnie ok. 100 – 200 dolarów). 24-tygodniowy kurs Victora był rozłożony na dwie raty normalnej wysokości i trzecią minimalną. Dziwne, ale w Australii chyba już nic nas nie dziwi…

Po dokonaniu pierwszej wpłaty, otrzymasz tzw. CoE (Confirmation of Enrolment – potwierdzenie zapisania się na kurs), czyli dokument, który uprawnia do aplikowania o wizę studencką.  

  • Wykup ubezpieczenie zdrowotne

Obowiązkowe i drogie. Oferty można porównać tutaj. Można wykupić online lub u pośrednika. Do aplikacji potrzebujesz potwierdzenia, że masz ubezpieczenie. Niestety bez tego nie przejdzie…

  • Przygotuj GTE (Genuine Temporary Statement)

Najbardziej traumatyczne doświadczenie, czyli przygotowanie schizofrenicznej rozprawki, w której wyjaśniasz dlaczego marzysz o tym, żeby uczyć się w Australii, ale jednocześnie argumentujesz dlaczego nie chcesz zostać tutaj na stałe. Jest to bardzo specyficzny dokument, którego treść zależy od osobistych okoliczności. Generalnie trzeba ładnie opisać co trzyma cię w Polsce, ale jednocześnie co dobrego da ci pobyt w Australii, czego nie może dać ci na przykład pobyt w innym anglojęzycznym kraju. Trzeba wykazać się kreatywnością, ale jednocześnie nie warto wymyślać i tworzyć równoległej rzeczywistości. GTE musi być spójne z aplikacją. Można na przykład uargumentować, że oferta edukacyjna w Australii jest dużo lepsza i akurat konkretne kursy znacząco poprawią twoją sytuacją zawodową w Polsce. Warto rozważyć podanie namiarów na pracodawców, opisać sytuację rodzinną, koncentrując się na tym, co cię trzyma w Polsce.

  • Załóż konto na ImmiAccount

To właśnie tutaj (klik) znajduje się formularz do wypełnienia. Jeśli starałeś się o wizę turystyczną, zapewne masz już konto. Nie ma żadnych przeciwskazań, żeby korzystać z tego samego. Można też założyć nowe.

  • Wypełnił formularz, przygotuj wszystkie załączniki i załącz wszystko w aplikacji online

Aplikacja jest dość obszerna i momentami przypomina pisanie CV. Co ciekawe, trzeba przygotować zarówno listę wszystkich odwiedzonych krajów w przeciągu ostatnich 10 lat jak i wszystkich otrzymanych wiz. Do tego potrzebne są dokładne daty i opis… Trochę kosztowało nas odtworzenie takiej listy, a nasz biedny pośrednik załamywał ręce.

  • Czekaj cierpliwie

Nasza aplikacja została złożona 12 grudnia, a wizę otrzymaliśmy 8 lutego. Kurs Victora zaczął się 29 stycznia, czyli przez pierwszy tydzień z hakiem płaciliśmy za szkołę bez możliwości pracowania. Bez komentarza.

  • Przygotuj się mentalnie na dosłanie dodatkowych informacji

Już na etapie aplikowania Urząd informuje cię, że może zaistnieć konieczność dosłania dodatkowych dokumentów. Najczęściej chodzi tutaj o potwierdzenie posiadania wystarczających środków finansowych i o wyniki specjalnych badań lekarskich. Warto mieć to na uwadze, bo nagłe zgromadzenie równowartości 80 000 zł (!!) może nastręczać kłopoty podobnie jak dodatkowe koszty związane z badaniami lekarskimi.

My całe szczęście nie musieliśmy niczego dosyłać. Podobno było to spowodowane dobrze wypełnioną aplikacją i spójnym GTE, a także faktem, że czas trwania naszej wizy był krótki. Aplikowaliśmy również po raz pierwszy. Doszły nas również głosy, że nieco łatwiej jest aplikować z Australii niż ze swojego kraju. Nasi znajomi, którzy aplikowali z Wenezueli musieli niestety dosyłać dodatkowe dokumenty. Podobno jest to również częsta praktyka wobec potencjalnych studentów z Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej. Europejczycy z paszportami UE są traktowani ulgowo (póki co). 

Skąd aplikować?

Teoretycznie nie ma znaczenia skąd aplikujesz, ważniejsze jest czy aplikujesz po raz pierwszy czy nie. Z drugiej jednak strony, kiedy robiliśmy intensywne badania rynku wizowego, wydawało nam się, że aplikując z Polski, istnieje większe ryzyko, że trzeba będzie dosyłać dodatkowe dokumenty. Nasz pośrednik mówił nam również, że ich polskie biuro spotyka się z weryfikowaniem informacji zawartych w aplikacji (np. telefoniczne sprawdzanie referencji), ale nie są to zweryfikowane przeze mnie informacje.

W naszym przypadku aplikowanie z Australii było naturalnym krokiem. Przylecieliśmy na wizie turystycznej i wcale nie byliśmy w 100% pewni czy na pewno chcemy zostać na wizie studenckiej. Chcieliśmy się najpierw zorientować w kosztach życia i możliwościach zarobkowych. Ostatecznie aplikowaliśmy z Perth i momentalnie po złożeniu aplikacji otrzymaliśmy wizę pomostową, dzięki której przebywaliśmy w Australii legalnie dopóki nie otrzymaliśmy wizy studenckiej, choć NIE mogliśmy pracować. Warto o tym pamiętać, bo choć Australia okazała się przyjaźniejsza finansowo niż początkowo zakładaliśmy, to jednak jest to kraj drogi.

Wiza dla jednej osoby czy dla pary?

Wiza studencka ma jedną ogromną zaletę – można ją wyrobić dla siebie i swojego partnera. W praktyce wygląda to tak, że obydwoje możecie pracować na pół etatu, ale tylko jedno z was uczy się lub studiuje. Oczywiście w aplikacji wizowej trzeba odpowiednio udokumentować związek. W naszym przypadku wiązało się to z załączeniem aktu małżeństwa przetłumaczonego przez tłumacza przysięgłego (podobnie jak w przypadku wszystkich innych załączonych dokumentów wystarczył skan).

Ile to wszystko kosztuje?

Wiza studencka nie jest tanią zabawą. Ostateczna cena zależy od ceny i długości kursu, co z kolei przekłada się na kwotę ubezpieczenia. Koszt samej wizy to 575 dolarów australijskich jeśli aplikuje jedna osoba, $575 + $430 jeśli aplikuje para. W naszym przypadku trzeba było doliczyć 24-tygodniowy kurs ($4845) i ubezpieczenie ($1000). W sumie była to inwestycja w wysokości 7000 dolarów. Od razu nasuwa się pytanie CZY WARTO? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Nie zrealizowaliśmy założonych celów finansowych, choć nie wyjeżdżamy też z pustymi rękami. Rynek pracy w Perth jest bardzo kapryśny i bardzo sezonowy. A sama wiza studencka nie ułatwia normalnego życia…

Warto również wiedzieć, że jeśli po roku twoja wiza wygaśnie, a ty będziesz chciał zostać jednak trochę dłużej, czeka cię kolejna aplikacja. W dodatku druga aplikacja przeprowadzona z Australii to dodatkowe 700 dolarów w kieszeni Urzędu Imigracyjnego (od osoby!). Warto zatem wyjechać gdziekolwiek (najczęściej Indonezja jest najtańszym kierunkiem) i aplikować stamtąd. My chcieliśmy po zakończeniu naszej wizy studenckiej zostać na ok. dwa miesiące na wizie turystycznej i objechać Australię. Zakładaliśmy, że bez problemy wyrobimy wizę turystyczną on-line tak jak zrobiliśmy to przed przylotem do Kangurolandii. Niestety, będąc w Australii na wizie studenckiej nie możemy otrzymać za darmo wizy turystycznej. Pozostały nam dwie opcje: albo wyrabiamy wizę turystyczną na miejscu i płacimy za nią grube pieniądze, albo wylatujemy i zagranicą aplikujemy o wizę turystyczną. Wybraliśmy opcję numer trzy. Wylatujemy i zostajemy zagranicą ;D

Wady wizy studenckiej

O ile wszystko wygląda pięknie na papierze i w Internecie, o tyle w rzeczywistości wiza studencka ma też sporo minusów.

Wybrakowany pracownik

Największym jest bez dwóch zdań bycie wybrakowanym potencjalnym pracownikiem. Dlaczego wybrakowanym? Bo legalnie możesz pracować tylko na pół etatu. Oczywiście jak zawsze, istnieje co najmniej kilka sposobów, żeby obejść to ograniczenie, ale… no właśnie. Jeśli chcesz znaleźć normalną pracę, niech to nawet będzie kasjerka w supermarkecie, wiedz, że łatwo nie będzie. Pracodawcy najczęściej szukają pracowników na pełen etat i na minimum pół roku, a czasami rok. Jeśli jesteś na krótkiej wizie studenckiej (tak jak my), ogranicza cię nie tylko owe 20 godzin tygodniowo, ale i długość twojej wizy. Ciężko w takiej sytuacji o stabilizację. Oczywiście można imać się prac dorywczych, ale w takiej sytuacji wystawiasz się na pełne ryzyko sezonowości rynku pracy w Perth. Osobiście bardzo mnie męczyła ta sytuacja. I na dłuższą metę na pewno bym się na coś takiego nie zdecydowała.

Życie na krawędzi

To oczywiście moje stanowisko. Przez ostatnie miesiące poznałam mnóstwo osób, które mieszkają w Australii od kilku lat właśnie dzięki wizie studenckiej. Najczęściej są to jednak osoby zdecydowane na to, aby zostać w Australii na stałe. Posiadają determinację, której mi zupełnie brakuje, a bycie obywatelem/pracownikiem drugiej kategorii z obostrzeniami i ograniczeniami po prostu mało mnie kręci. Osoby te mocno naginają rzeczywistość, żeby przetrwać. O ile nasza wiza i szkoła kosztowała słono, to aż trudno mi wyobrazić sobie pieniądze, które trzeba wydać na kilkuletni pobyt. Najczęściej płatności rozłożone są oczywiście na raty, ale i tak mówimy o potwornych kwotach. A te pieniądze skądś trzeba wziąć, a oprócz tego dobrze coś zjeść, zatankować samochód (albo kupić drogie bilety na autobus czy pociąg) i gdzieś mieszkać…

Zdaję sobie sprawę, że nasza sytuacja jest zupełnie inna – pobyt w Australii nie był dla nas szansą na lepsze jutro, ale okazją do podszlifowania języka i zarobku. Nie przyjechaliśmy tu w celu emigracji. Ale dla tych, którzy zdecydowali się na kilkuletni pobyt, wiza studencka to często spacer po cienkiej linie. Praca na czarno po 40 – 50 godzin tygodniowo, jeśli mają szczęście, a popołudniami i wieczorami szkoła. A wszystko to ze świadomością, że w każdej chwili cały precyzyjny plan może się rozlecieć jak domek z kart…

Zmęczenie

Inna sprawa to sam kurs. Jeśli uda ci się znaleźć pracę, przygotuj się na porządną harówę. Rano do pracy, prysznic, obiad i do szkoły. Kilka godzin snu i z powtórka z rozrywki. To naprawdę ciężki kawałek chleba. W naszym przypadku (a raczej Victora) pomagał fakt, że czekało go tylko kilka miesięcy takiej orki. Odliczaliśmy zatem dni i tygodnie. Inni walczą tak przez lata. Wspomniani wcześniej znajomi z Wenezueli zdecydowali się na  wizę czteroletnią (kurs angielskiego od zera) z nadzieją, że ostatecznie uda im się zostać na stałe. Pracują dorywczo w firmie eventowej (ciężka, fizyczna praca), a żeby przetrwać i zarobić na życie (i szkołę) otworzyli mały biznes – sprzątają w domach. Nikt przynajmniej nie rozlicza ich z godzin, ale i tak ciężko wiązać koniec z końcem, jeśli co trzy miesiące trzeba zapłacić kolejną ratę za szkołę (bagatela 3000 dolarów). Niepewność i fizyczne zmęczenie są ich codziennością. Niesamowicie podziwiam ich wytrwałość i determinację. Inni znajomi (z Brazylii) mieszkali na wizie studenckiej przez cztery lata. Teraz starają się o prawo stałego pobytu. Ich pierwsza aplikacja została odrzucona i stanęli przed dylematem – co dalej? Pomoc agenta imigracyjnego kosztuje krocie, podobnie jak sama aplikacja. Zainwestowali grube tysiące w ciągu ostatnich lat w wizy studenckie, a teraz czeka ich dalszy stres i wydatki. Smutno mi kiedy słyszę te historie. Smutno mi, bo odnoszę wrażenie, że bez tych ludzi Australia stanęłaby w miejscu. Zamiast jednak ich wspierać, żeruje na ich trudnej sytuacji, wyciskając ostatniego dolara. Pewnie stąd też moja niechęć. Uważam, że moja relacja z Australią była fair. Zapłaciliśmy swoje, ale i zarobiliśmy. Jesteśmy kwita. Ale inni zdecydowanie nie są.

UWAGA! Australijskie przepisy wizowe ciągle się zmieniają. Zawsze należy zerknąć na oficjalną stronę Urzędu Imigracyjnego. Jest przejrzysta i intuicyjna i zawiera aktualne informacje. Listę wszystkich wiz znajdziesz tutaj, a podstronę nt. wizy studenckiej tutaj

Bądźmy w kontakcie!

  • Obserwuj nas na Facebooku: Kasia & Víctor przez świat
  • Zajrzyj na naszego Instagrama. Na stories możesz zobaczyć gdzie jesteśmy i co porabiamy.
  • Zapisz się do naszego newslettera. Raz w miesiącu otrzymasz od nas maila z radami i aktualnościami blogowymi.

Jeśli lubisz to, co robimy i spodobał ci się ten post, puść go dalej w świat – naciśnij kolorowy przycisk poniżej i udostępnij (będziemy ogromnie wdzięczni). Wesprzyj nas komentarzem, lajkiem. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy!


The following two tabs change content below.

Kasia

Z zamiłowania kucharka (chyba jeszcze bardziej chlebowa „piekarka”) i miłośniczka wszelkiej maści kotów i psów. Z zawodu iberystka i socjolog. Do niedawna pracownik korporacji z akademickim zacięciem. Graficzne i plastyczne antytalencie, które całkiem łatwo przyswaja języki obce i nawiązuje kontakty z innymi osobnikami. Otwarta, gadatliwa, a czasem nadaktywna. Szybko wpada w zły humor, kiedy jest głodna 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »
Back To Top